Światło uważności.

Mam nieraz taka głęboką refleksję, wynikającą z wieloletniej obserwacji, że wszystko jest po coś. Pozornie przypadkowe wydarzenia, jak spojrzymy na nie z większego planu (a to zazwyczaj następuje jak patrzymy na swoje życie wstecz) okazują się nieprzypadkowe i ewidentnie powiązane z prawem przyczyny i skutku. To, co dziś staje nam przed oczami często stanowi jakąś reprezentacje czegoś, co nam zza pleców wieje. To, co musieliśmy wyprzeć do nieświadomości w okresie dziecięcym, by przetrwać, często manifestuje się w naszych obecnych okolicznościach życia. Ludzie, których spotykamy, praca, którą mamy (albo jej brak), problemy, które nas trapią, choroby, które nas dotykają, wszystko to może być lustrem. Lustrem, w którym możemy się przejrzeć i zobaczyć prawdę o sobie. Nieprzeżyte emocje nie znikają. One są w nas zamknięte i czekają tylko by ujrzeć światło. Tylko jakie światło? One chcą ujrzeć światło naszej uważności. Chcą żebyśmy spojrzeli na nie z miłością i akceptacją, której kiedyś nie dane nam było zaznać. Chcą być widziane. A my często chcemy widzieć siebie tylko w części. W tej części, której się coś udaje, gdy nam wychodzi etc. A czy jesteśmy w stanie spojrzeć na siebie z życzliwością, gdy coś sknociliśmy? Czy potrafimy przytulić się do swego serca, gdy nam nie wychodzi? Czy raczej zaprzęgamy wtedy do roboty naszego wewnętrznego rodzica, który złoi dupę naszemu wewnętrznemu dziecku, żeby nie ryczało, twarde ma być. W mojej pracy często mówię, że nasi rodzice traktowali nas jakoś. Zwykle kierowały nimi dobre intencje. Robili najlepiej jak umieli, a że sami pewnych rzeczy nie dostali, nie mogli nam ich dać. Oni (a tym bardziej ich rodzice, a nasi dziadowie)  żyli w czasach, w których najważniejsze było przetrwanie.  I przetrwali. I dzięki temu, że przetrwali my dziś jesteśmy. Gdy najważniejsze jest przetrwanie, wyższe szczeble z piramidy potrzeb są mniej dostępne. Zatem nasi rodzice mniej uwagi przywiązywali do sfery emocji. Tak po prostu było. My dziś mamy szczęście żyć w innych czasach. I stoimy w obliczu wyboru. Wyboru pomiędzy byciem dla siebie samego rodzicem, który nie zauważa się w pełni, czy byciem dla siebie rodzicem, który zauważa, to co do tej pory niezauważone. Dziś mamy wybór.

A Ty, co wybierasz?

Dawid Urbanowski