Żyjemy szybko. Rano szybko wstajemy, szybko myjemy zęby, szybko jemy śniadanie, potem szybko jedziemy do pracy. W pracy oczekuje się od nas szybkich reakcji, szybkich rozwiązań, więc przyjmując, że to słuszny sposób, staramy się temu sprostać. Potem szybko pędzimy do domu. W drodze do domu robimy szybkie zakupy, potem w domu szybko bawimy się z dziećmi, kładziemy je spać, mamy z żoną/mężem szybki seks i idziemy spać. A przynajmniej próbujemy zasnąć, bo umysł jeszcze pędzi jak rozszalały generując tryliony myśli. Oczywiście każda „ważna”. Więc łapiemy tak każdą jak nakręcony border collie łapie patyka. Tylko tych patyków jest mnóstwo, a my próbujemy złapać wszystkie naraz… Dokąd tak pędzimy? Po co tak pędzimy? Gdzie wtedy jesteśmy? Czy w ogóle jesteśmy?
Z racji pełnionego zawodu, mam ten przywilej uczestniczyć w ludzkich przemianach. Każda jest inna, każda niesamowita, wyjątkowa, otwierająca na to, co nowe. Jest jednak wspólny mianownik tych przemian. Każdorazowo towarzyszy im ZATRZYMANIE. Zatrzymanie, które umożliwia skontaktowanie się ze swoim wnętrzem. Wsłuchanie się we własną melodię, a każdy przyszedł tu ze swoją unikalną muzyką duszy. Co jest pod tą muzyką. Niepojęta, niezmierzona, majestatyczna CISZA. W tej ciszy dzieją się prawdziwie cuda… Mam często taką myśl, że cały ten zgiełk, którym daliśmy się otoczyć, ta mnogość i szybkie tempo, są po to, by zagłuszyć naszą osobistą ciszę. I często pędzimy tak, wierząc, że pędzić należy, bo przecież wszyscy pędzą, tymczasem od spotkania się ze swoją ciszą dzieli nas częstokroć tylko jeden krok. Zatem ZATRZYMAJ SIĘ I POSŁUCHAJ. Być może usłyszysz ciszę. TWOJĄ CISZĘ!
Dawid Urbanowski



