Zaufaj

Mówi się, że zaufanie jest jednym z podstawowych budulców relacji. W zasadzie bez zaufania trudno mówić o relacji, bo wtedy nie jesteśmy w stanie zaangażować się w pełni i budujemy pomiędzy sobą mury. Mury niedomówień, mury tajemnic, mury niewyrażonych komunikatów, mury powstrzymanych emocji… Wszystko to, bo nie ufamy. Ja osobiście lubię na ten temat patrzeć wieloaspektowo. I patrząc tak dochodzę do wniosku, że jak nieco zglobalizujemy ten temat, to w skali mikro mamy zaufanie w relacji, a w skali makro zaufanie do życia. Czy zadawałeś/zadawałaś sobie pytanie: „CZY MAM ZAUFANIE DO ŻYCIA?” Jeśli nie, to zadaj je i zobacz, co się pojawia. Czy czujesz jak rozpręża Ci się całe ciało, oddech staje się pełniejszy, serce wysyła sygnał emocjonalny w postaci ulgi , a umysł generuje myśl, że wszystko jest takie, jakie jest i takie właśnie ma być? Jest to znak, że odpowiedzią na zadanie pytanie jest „TAK”. Jeśli jednak czujesz ścisk w klatce piersiowej, dech zapiera w piersiach, ciało jest spięte, w sercu jest lęk, a umysł mówi „uważaj”, to znak, że odpowiedzią jest „NIE”. Ciało jest mądre. Ciała nie ściemnisz. Ono zawsze współgra z prawdą. Naszą osobistą prawdą. Skąd się zatem biorą wyżej wspomniane reakcje? Prosta, taka trochę naukowa odpowiedź, brzmiałaby, że z naszego systemu przekonań, a ten zawdzięczamy najczęściej naszym osobistym przeżyciom i znaczeniu jakie im nadaliśmy. Ja natomiast lubię patrzeć na życie w taki nieco metaforyczny, obrazowy sposób. Jest taka głęboka i piękna (jak dla mnie) metafora dotycząca najważniejszych postaci z naszego dzieciństwa, czyli matki i ojca. Zgodnie z tą metaforą mama jest dla nas przedstawicielem całego świata. To jaką relacje mieliśmy z mamą, taką relację mamy teraz ze światem. Jeśli mama była sroga, lub nadmiernie kontrolująca, albo nieprzewidywalna i musieliśmy w kontakcie z nią cały czas mieć się na baczności, to jest wysoce prawdopodobne, że taką relację mam teraz ze światem i z życiem. Nie ufam. Sam muszę wszystko sprawdzić i nadmiernie kontroluję wszystko i wszystkich. Podobnie będzie jeśli mama otaczała nas nadmiernym kloszem opieki i w swej nadopiekuńczości chroniła nas w sposób nadmierny przed mierzeniem się z naturalnymi wyzwaniami życia. Wówczas również nie wyrobimy sobie postawy ufności wobec niego.  Jeśli mama była czuła i opiekuńcza, (ale nie nadmiernie) i dodatkowo miała oparcie w naszym tacie i mu ufała, to świat może się nam jawić jako całkiem przyjazne miejsce i zaufanie do życia będzie dla nas takim stanem wyssanym z mlekiem matki. Skoro mama jest reprezentantem całego świata, to po cholerę nam ojciec? Otóż matka owszem jest całym światem, za to ojciec pokazuje nam jak ze światem należy się obchodzić. Czy Twój tata odnosił się do Twojej mamy z miłością i szacunkiem? A może go (czyli taty) w ogóle nie było. W tym drugim przypadku dostałeś od mamy jakąś matrycę relacji ze światem, ale nie dostałeś instrukcji obsługi do tegoż świata i to również może utrudniać CI utrzymywanie postawy ufności wobec życia. Na szczęście jeśli taty nie było, możesz sobie tą instrukcję do, wziąć ze świata. Dobrze byłoby tylko, żeby mama nas do tego świata puściła.

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć myśl mądrego człowieka, jakim moim zdaniem był Wayne Dyer. Zwykł on mawiać, że przez dziewięć miesięcy naszego prenatalnego życia wszystko było za nas zrobione. Żyliśmy sobie  i o nic nie musieliśmy się martwić, bo bezpieczna przestrzeń brzucha mamy o wszystko się zatroszczyła. Czemu nie miało by tak być przez resztę życia?…

Zatem połóżmy się na falach życia, zaufajmy i pozwólmy, by nas poniosły. Kto wie. Może dotrzemy właśnie tam, gdzie mamy dotrzeć, spotkamy ludzi, których mamy spotkać i przeżyjemy to życie w zgodzie z własnym potencjałem.

Dawid Urbanowski