Ostatnio w świecie szeroko pojętego rozwoju, widoczny jest wyraźny wzrost zainteresowania Ustawieniami Systemowymi Berta Hellingera. A skoro metoda staje się popularna, to naturalnie coraz więcej ludzi o niej rozmawia. I jak w każdym pewnie temacie, pojawiają się informacje mniej lub bardziej rzetelne. Pojawiają się również kontrowersje. Ja lubię podkreślać, że jestem raczej sceptykiem. Lubię się czemuś długo przyglądać, zadawać dużo pytań, sprawdzać na sobie zanim zabiorę głos w danej sprawie. Ustawienia przychodziły do mnie od dawna. Trudno mi dziś sięgnąć pamięcią, ale pierwszy raz o nich usłyszałem pewnie około dwudziestu lat temu i wtedy po prostu przyjąłem do wiadomości, że taka metoda istnieje. Ale od tamtego momentu, z różnych stron i różnych źródeł, coraz częściej do mnie przychodził ten temat. Nieraz w postaci osób, które mi o nich opowiadały, innym razem „wpadały” na mnie w mediach internetowych, czy w jakiejś prasie. I wreszcie nadszedł ten moment, że przyszły do mnie osobiście w postaci zajęć na jednym ze szkoleń psychoterapeutycznych, jeśli mnie pamięć nie myli w 2010 roku. I od tamtej pory zafascynowała mnie ta metoda, możliwości z niej płynące, doświadczenia zdobyte, czy przeżyte za jej pośrednictwem i jej skuteczność. Spotkałem na swojej drodze wielu różnych, mniej i bardziej znanych nauczycieli, przed którymi kłaniam się z wdzięcznością i sam wypracowałem sobie (i nadal wypracowuję) swój styl w prowadzeniu warsztatów przy użyciu tego narzędzia. I to, co mogę dziś powiedzieć, po tych wszystkich latach, to to, iż Ustawienia Systemowe Barta Hellingera są fenomenalnym narzędziem i jak każde narzędzie, wiele zależy od tego jak jest używane. Wielu z nas pewnie zna tą metaforę z nożem, którym możemy pokroić chleb, lub zrobić komuś krzywdę. I tak też jest z ustawieniami. Same w sobie są po prostu narzędziem. W mojej opinii świetnym narzędziem, w którym tkwi ogromny potencjał. Odpowiednio użyte, służy ludziom w uwalnianiu traum i stojących za nimi uczuć i emocji. Pomaga dotrzeć do źródła problemu i uporządkować to, co jest nieuporządkowane. Daje bardzo szybki dostęp do tego, co nieświadome, a wiemy już minimum od czasów Junga, że głównie to, co nieświadome, determinuje nasze życie, a w tym i nasz los. Nieodpowiednio użyte, może być po prostu wtórnie traumatyzujące i dające prowadzącemu, ale i uczestnikom pole do różnych nadużyć, jednak biorąc pod uwagę te czynniki, to moim zdaniem, pod tym względem niczym się nie różnią od, nazwijmy to tradycyjnej terapii. Mam taką swoją obserwację dotyczącą krytyki ustawień. Zauważyłem, że spora grupa ludzi, którzy je krytykują, to osoby, które nie miały z nimi bezpośredniego kontaktu. Argumenty których używają, świadczą o tym, że nie poznali dobrze metodologii ustawień i bazują bardziej na pewnych wyobrażeniach i powtarzanych przez innych niezapoznanych z metodą osób, komunikatach. Do najczęściej powtarzanych błędnych twierdzeń można zaliczyć te, które mówią że ustawienia to trans hipnotyczny, w którym osoba ustawiająca, niczym guru w sekcie, wpływa na umysły uczestników posiadając w tym władzę absolutną. Innym powtarzanym twierdzeniem będącym wynikiem niezapoznania się z metodą i stojącą za nią koncepcją jest to, że ustawienia to seans spirytystyczny, w którym przywołuje się duchy zmarłych. Pojawia się też argument, mówiący o tym, że jedna kobieta po ustawieniach u samego Berta Hellingera popełniła samobójstwo. Po pierwsze, nie dowodzi to, że to targnięcie się na swoje życie było bezpośrednio związane z ustawieniem (Akurat proces ustawieniowy tej Pani, był zarejestrowany na kasecie VHS, której analiza pozwoliła zwolnić Berta Hellingera z wszelkich zarzutów dotyczących domniemanych nieprawidłowości), a po drugie, będąc terapeutą z kilkunastoletnim stażem pracy, doskonale wiem, że statystyki w których na kilkadziesiąt lat pracy z ogromną ilością ludzi, samobójstwo popełnia jedna osoba, są po prostu optymistyczne i dowodzą bardziej bezpieczeństwa stojącego za tą metodą. Jest w mojej branży (którą jest psychoterapia) takie mocne powiedzenie, którego się może jakoś głośno w mediach nie powtarza. Powiedzenie to mówi, że: „Każdy terapeuta ma swój cmentarzyk.” Tu postawię kropkę w tej kwestii… Inna grupa ludzi, która również niepochlebnie wypowiada się na temat ustawień, to ludzie, którzy, możemy to tak nazwać, źle trafili i w tym miejscu pozwolę sobie zatrzymać się przy tym, co to według mnie znaczy, źle trafili. Po pierwsze chodzi o ludzi, którzy trafili do terapeutów ustawień, prowadzących procesy ustawieniowe niezgodnie z założeniami źródłowymi, dopuszczając się tym samym różnych nadużyć. Takie sytuacje się zdarzają i uważam, że ważne jest, aby mówić o nich na głos. W każdej dziedzinie spotkać możemy ludzi, którzy to co robią zawodowo, mogą robić kierowani różnymi motywacjami. Sprawia to, że w każdej dziedzinie możemy spotkać specjalistów rzetelnych, mniej rzetelnych i takich, którzy mogą zaszkodzić i ustawienia jako dyscyplina nie są tu wyjątkiem. Po drugie, mówiąc że ktoś źle trafił, mam na myśli taką, zdawałoby się oczywistą kwestię (a jak się okazuje, nie zawsze tak oczywistą), że w ustawieniach, jak i w klasycznej terapii możemy trafić na specjalistę, z którym nie mamy flow. Może tak być z wielu równych powodów, o których nie będę się tu dziś rozpisywał, zależy mi bowiem na tym, aby tą kwestię po prostu zaakcentować. Obserwując jeszcze inną grupę podejmującą się krytyki ustawień, a są w niej najczęściej przedstawiciele mojej profesji, czyli psychoterapeuci, czy psychologowie, odnoszę niepokojące wrażenie, że ich motywacją jest pod prostu obawa, że ustawienia odbiorą im klientów, gdyż działają skuteczniej niż proponowane przez nich oddziaływania (jak już wspominałem wcześniej, w każdej dziedzinie możemy znaleźć ludzi, którzy realizują ją nie zawsze z tzw. czystych pobudek). Na koniec napiszę tylko, że bliskie mi jest to podejście, które mówi, że każdy z nas ma w sobie tzw. Wewnętrzne Przewodnictwo i będąc z nim w kontakcie, mamy szansę po prostu poczuć, czy coś jest dla nas, czy nie i jeśli udaje nam się wsłuchać w ten głos wewnętrzny, wówczas nie musimy tak bardzo bazować na opiniach innych (choć pewnie warto je znać), tylko podejmować decyzję według własnej, spersonalizowanej nawigacji. Bazując na tym założeniu, od kilku lat, gdy zamieszczam w mediach społecznościowych informacje o prowadzonych przeze mnie warsztatach, lubię na koniec dodawać „Jeśli czujesz, że to dla Ciebie, zapraszam”.
Tak więc Czytelniku Drogi, jeśli czujesz, że to dla Ciebie, ZAPRASZAM.
Dawid Urbanowski



