Cichy krzyk rozrywa duszę, przeszywa na wskroś, ograbia ze wszystkiego, co życiodajne, pozostawiając Cię w skorupie ciała w agonalnym stanie. Każdy oddech boli. Wdech stanowi wysiłek porównywalny z przerzuceniem 100 ton węgla, wydechowi towarzyszy ból poranionego serca rozprzestrzeniający się po całej klatce piersiowej i w dół do brzucha niekiedy wywołując odruch wymiotny. Ale nie wymiotujesz. Trzymasz, to w sobie. A szkoda. Bo może jak byś wyrzygał byłoby lżej. Ciało waży jakieś 300 kg. Gubi się nadzieja. Na lepsze jutro. No to, że to minie. Że cudownie coś, co Cię trapi się zmieni… POWIETRZE WOKÓŁ BOLI! Myślisz sobie: „Słaby jestem”. „Za słaby”. „Inni dają radę, a ja nie”. A może nie jesteś za słaby, tylko BYŁEŚ SILNY ZBYT DŁUGO!!! Cichy krzyk przychodzi znienacka i zabiera wszelaką radość życia. Choć, gdy się tak przyjrzeć z większego planu, to on prawie nigdy nie przychodzi znienacka. Życie to proces. A ten stan, w którym się znalazłeś, to zazwyczaj skutek drogi, którą przebyłeś. Być może drogi, w której zapomniałeś o sobie. Cały czas dawałeś radę i mierzyłeś się z kolejną trudnością i kolejną i kolejną… Nie zatrzymywałeś się w tym pędzie, co by czasem nie poczuć jak zbolały jesteś w środku. Jak rozpaczliwie krzyczy Twoje wewnętrzne dziecko, żebyś na chwilę, choć na jedną chwilę na nie spojrzał. I dopiero, gdy w tym pędzie prawie je uśmierciłeś, cichy krzyk przyszedł do Ciebie w służbie. Jako zakurwiście dobitny sygnał! Sygnał, który krzyczy najdobitniej jak się da ZATRZYMAJ SIĘ!!! Teraz czas dla Ciebie. Czas wyleczyć rany. Czas zająć się sobą. Czas otoczyć się czułością, opieką. Być dla siebie łagodnym. Być może po raz pierwszy w życiu… CZY JESTEŚ GOTOWY, BY SOBIE TO DAĆ?
Dla wszystkich którzy zmagają się z cichym krzykiem wysyłam MOC MIŁOŚCI.
KOCHAJMY SIEBIE!
Dawid Urbanowski



