Mam taką swoją osobistą obserwacje (choć jak tak się nią dzielę, to okazuję się, że nie jestem sam), że takie romantyczne podejście do spraw dotyczących relacji damsko-męskich, prędzej czy później robi niezły grunt pod cierpienie (albo, jak spojrzymy na to nieco inaczej, będzie niezłą okazją do rozwoju). Któż z nas nie miał tych pięknych pragnień, że spotkamy tą „drugą połówkę” i że ta „druga połówka” nas dopełni i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Będziemy zawsze i wszędzie razem. Aby się zrozumieć nie potrzebne będą słowa. Wystarczy spojrzenie i już ten ukochany, czy ta ukochana wie czego nam potrzeba. Nigdy nas nie zawiedzie, nie zrani, bo przecież kocha nad życie, a ja ją kocham nad życie. Nawet jak ja sam czasem nie będę rozumiał siebie samego, ta druga osoba zawsze będzie wiedziała jak mnie ukoić… Brzmi pięknie? Znajomo? A może masz jeszcze inne refleksje, czy odczucia w tym temacie drogi czytelniku? Tak, czy inaczej życie często brutalnie weryfikuje te magiczne, romantyczne wyobrażenia (a może bardziej trafnie byłoby napisać pragnienia) i pokazuje, że dojrzała relacja, to coś zgoła różniącego się od przedstawionej pięknej wizji. No ale zatrzymajmy się jeszcze chwilę na tej pięknej wizji. Czy ta upragniona „druga połówka” nie istnieje? Czy między bajki należy włożyć wizję stworzenia takiej relacji, w której ten ukochany ktoś, będzie znał moje najskrytsze pragnienia, będzie zawsze i wszędzie przy mnie i rozumieć mnie będzie bez słów? Nie do końca. Istnieje w Twoim życiu osoba, z którą byłeś nierozerwalnie związany, z którą tworzyłeś głęboką więź bez słów, która najtrafniej wiedziała czego Ci potrzeba, nawet jak Ty sam nie zawsze potrafiłeś to określić. Ta osoba, to TWOJA MAMA! To ona nosiła Cię 9 miesięcy w swoim brzuchu (czy można być bliżej?) To ona w pierwszym okresie Twojego życia (a w przypadku wielu ludzi o wiele dłużej) była na każde Twoje zawołanie. Potrafiła trafnie określić kiedy Twój płacz oznaczał, że jesteś głodny, a kiedy, że boli Cię brzuch, a jeszcze kiedy indziej trafnie odczytywała, że jest Ci zimno… To z nią stworzyłeś pierwotną matrycę relacji z drugim człowiekiem, a także z sobą samym… Tak wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że tak w głębi ducha, szukając tej upragnionej „drugiej połówki”, tak naprawdę SZUKAJĄ MATKI! Niezależnie od tego, czy obiektem naszych miłosnych westchnień jest kobieta, czy mężczyzna. Głębokie pragnienie jest takie, że ta osoba dostarczy nam to wszystko, co istnieje w matczynym repertuarze zachowań. Prędzej, czy później, to się nie udaje. Bo PARTER/PARTNERKA, TO NIE MAMA!!! Jeśli sobie tego nie uświadomisz, to będziesz tworzył relację RODZIC-DZIECKO, której daleko jest do dojrzałej relacji dwojga DOROSŁYCH LUDZI. I niezależnie, kto w tej relacji jest rodzicem, a kto dzieckiem, tworzą ją niemal zawsze NIEDOKOCHANE DZIECI (nawet jeśli te „dzieci” mają 40, 50 i więcej lat). I NIKT Z ZEWNĄTRZ CIĘ NIE DOKOCHA! Bo to niedokochanie jest wewnątrz. W Tobie. A partner przychodząc do Ciebie niejako w służbie wyraźnie Ci pokaże te niedokochane miejsca. I nie odbędzie się, to w anturażu pięknej romantyczności. Dopóki nie dokochasz sam siebie, dopóki nie znajdziesz drogi do siebie, do swojego wnętrza i nie przytulisz sam siebie w swoim sercu, będziesz cały czas czuł się jak niekompletna połówka. I to nie za sprawą braku przy Twoim boku tego jednego jedynego, czy tej jednej jedynej. Tylko za sprawą tego, że wewnętrznie sam się podysocjowałeś i nie czujesz siebie jako całości.
Życzę nam wszystkim relacji dojrzałych, gdzie DWIE CAŁOŚCI RAZEM MOGĄ WIĘCEJ!!!
Dawid Urbanowski



