Częstym doświadczeniem jakim dzielą się ze mną moi klienci jest poczucie osamotnienia, izolacji, wykluczenia… Do określenia tego stanu używana jest rozmaita nomenklatura, jednak jak przyglądamy się temu w zaciszu gabinetu, kręte ścieżki często prowadzą nas do ważnej (rzekłbym, że fundamentalnej) kwestii. Kwestia ta, to BYCIE WIDOCZNYM. Właśnie tak. To poczucie izolacji, dojmującej do głębi rdzenia cicho wrzeszczącej samotności, bardzo często jest związane z byciem widocznym (tudzież zauważanym). Jest to jedna z fundamentalnych kwestii ponieważ na poziomie atawizmu dziecko, które nie jest zauważane mierzy się z LĘKIEM ŚMIERTELNYM. Jeśli rodzic mnie nie widzi, nie reaguje na moje potrzeby w zakresie takim, jakiego ja tego potrzebuje, to podświadomie powstaje lęk, że mnie nie nakarmi, nie ogrzeje, nie napoi etc. … Zapewne spotkałeś się drogi czytelniku z tymi dwoma pojęciami: SAMOTNOŚĆ I BYCIE SAMEMU. Nie bez kozery mamy te dwa terminy, gdyż opisują one dwa różne stany. Okazuje się, że mogę siedzieć sam w pokoju i nie czuję samotności i odwrotnie być w pokoju pełnym ludzi i czuć się dobitnie samotnym (ileż jest osób dramatycznie samotnych w związkach!). O co w tym chodzi? Samotność to stan, który najczęściej jest pokłosiem bycia niewidocznym (zazwyczaj na poziomie emocjonalnym) w dzieciństwie. W ten sposób nauczyliśmy się, że wszyscy inni są ważniejsi od nas i zazwyczaj tak funkcjonujemy w relacjach interpersonalnych, a zwłaszcza w relacjach z bliskimi. Na zasadzie projekcji dajemy im to, czego sami nie dostaliśmy (lub dostaliśmy za mało), czyli zauważamy, często w sposób nadmiarowy, potrzeby innych, w ogóle nie zwracając uwagi na potrzeby własne. Zatem uczucie samotności towarzyszące nam w życiu dorosłym jest najczęściej związane z tym, że sami nie zauważamy siebie, swoich uczuć, swoich emocji, swoich potrzeb… Nic w tym dziwnego. Skoro nikt nas tego nie nauczył, to skąd mamy tą umiejętność posiadać. Patrząc na ten temat w ten sposób, samotność okazuje się być bardzo ważną informacją. INFORMACJĄ MÓWIĄCĄ O TYM, ŻE PORZUCASZ SAM SIEBIE. I jak ból zęba dobitnie nam sygnalizuje, że coś się dzieje z zębem i należy się nim zająć, tak samotność boleśnie pokazuje nam czym (bardziej kim) należy się zająć, żeby się tak nie czuć. I to coś (czy ten ktoś) nie jest zlokalizowany na zewnątrz tylko wewnątrz nas. Gdy odcinamy się od siebie, ODCINAMY SIĘ OD MIŁOŚCI i to, co może nas spotkać w życiu, to najwyżej taka atrapa miłości. Związek początkowo zapowiadać się będzie przecudnie, by po pewnym czasie stać się źródłem trudnych, dramatycznych przeżyć. I ta dynamika będzie zachowana w każdej kolejnej relacji, z tą może tylko różnicą, że w każdej kolejnej dramat będzie zaczynał się szybciej. Nieraz miałem do czynienia z ludźmi, którzy dosłownie zjeździli pół świata w poszukiwaniu miłości, by finalnie odkryć, że znaleźć ją można w sobie (a potem może się to zamanifestować piękną dojrzałą relacją z kimś).
Na koniec podzielę się snem, jaki opowiedział mi kiedyś mój przyjaciel. W bardzo trudnych okolicznościach życia, kiedy rozpadł mu się wieloletni związek i uczucie samotności rozrywało jego duszę na strzępy do tego stopnia, że miał myśli samobójcze, przyśnił mu się taki oto motyw. Zobaczył we śnie kuchnie ze swojego domu rodzinnego. W tej kuchni na stole leżała gazeta. Gdy do niej podszedł zobaczył nagłówek na pierwszej stronie o treści: NIGDY NIE JESTEŚ SAM, PONIEWAŻ ZAWSZE MASZ SIEBIE. Po przebudzeniu stwierdził, że myśl samobójcze odeszły.
Dawid Urbanowski



