Wybaczanie stało się tematem, o którym od jakiegoś czasu dużo się mówi. Często w rożnych publikacjach trudniących się swoistego rodzaju poradnictwem możemy przeczytać rady typu: Rodzice Cię skrzywdzili? Wybacz im. Przyjaciel Cię oszukał? W wybaczeniu znajdziesz ulgę. Mąż/ Żona Cię zdradził/zdradziła? Musisz mu wybaczyć, by nie nosić w sobie toksycznych emocji … Muszę przyznać, że ja widzę ten temat nieco inaczej. Mam takie wrażenie, że my ludzie źle rozumiemy ten termin. Bo czym, że jest wybaczenie? W moich licznych rozmowach z ludźmi, zawodowych, jak i prywatnych, odnoszę wrażenie, że termin ten używany jest w sytuacji, w której, ktoś zrobił coś, co mnie w jakiś sposób zraniło i ja (w pewnym uproszczeniu) czuję się w tym układzie tym DOBRYM (inaczej NIEWINNYM), a tego który mnie zranił postrzegam jako kogoś ZŁEGO (inaczej WINNEGO). W takim ujęciu mogę sobie pomyśleć, że ja tu jestem ten lepszy, ten który rozdaje karty. W związku z tym, w akcie specyficznie pojętej dobroci wybaczam (tudzież ułaskawiam) swojemu sprawcy, krzywdy, które mi wyrządził. Co jest konieczne, by tak pojęte wybaczenie mogło się odbyć? Ja muszę się w pewien sposób postawić PONAD, tego któremu wybaczam. Używając nieco innej nomenklatury, muszę być tym WIĘKSZYM. Bo tylko większy ułaskawia mniejszego. Sprowadźmy, to na bardziej praktyczny grunt. Jeżeli wybaczam rodzicom, to tak jak bym systemowo był większy od nich, a tak nie jest. ONI BYLI PIERWSI. I z mojej praktyki (jak i z wielu praktyk moich bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek po fachu) wynika, że takie stawianie się wyżej od rodzica poważnie zaburza porządek systemowy, co w konsekwencji prowadzi do wielu różnych trudności życiowych, których zazwyczaj wcale nie łączymy z faktem stawiania się wyżej niż rodzic. No, a jak to wygląda w praktyce, gdy weźmiemy pod lupę relację mężczyzny i kobiety? Załóżmy, że przykładowo mężczyzna zdradził tą kobietę. A ona mu wybacza. Czy ona w tym momencie zachowuje się jak równorzędny partner, czy też bardziej jak rodzic, który wybacza dziecku jakieś przewinienie? Wydaje mi się, że bardziej to drugie. Częstokroć, gdy przyglądamy się w zaciszu gabinetu takiej sytuacji, to okazuje się, że ta para sprzęgła się według schematu RODZIC-DZIECKO. Czyli jedno z nich było opiekunem, a drugie opiekowanym. Nierzadko okazuje się, że w takich układach dochodzi do zdrad. I często zdrada ta jest jedną z konsekwencji sprzężenia się właśnie w takim schemacie. Czyli logicznie podchodząc do tego tematu (choć wiem, że bywa to trudne), aby ta relacja mogła funkcjonować inaczej, musi dojść do zmiany sposobu sprzężenia się tych dwojga partnerów życiowych. Tymczasem wybaczanie okazuje się często powrotem do starego schematu RODZIC-DZIECKO, gdzie jedno z nich jest większe, a drugie jest mniejsze.
Powstaje zatem pytanie. Wybaczać, czy nie wybaczać? Albo, czy to wybaczanie jest dobre, czy złe? W życiu chyba nic nie jest jednoznacznie złe, czy jednoznacznie dobre. Ja natomiast uważam, że zwyczajnie warto jest mieć świadomość swojego udziału w tym, co dzieje się w moim życiu. W takim układzie mogę nieco inaczej spojrzeć na termin wybaczenie, a może raczej WY-BACZENIE, co możemy rozumieć jako sytuacje w której PRZESTAJE MIEĆ NA KOGOŚ BACZENIE, a zaczynam mieć BACZENIE NA SIEBIE. W takim ujęciu rodzi się odpowiedzialność za swoje życie i za swój udział w tym, co ono nam przynosi, choć mam wrażenie, że nie każdy chce ją ponieść, bo niekiedy wygodniej jest nam być tym większym, który rozdaje karty i robi to w płaszczyku niewinnej ofiary.
Zatem jeśli w jakiś sposób uraża Cię ten artykuł, to możesz mi wybaczyć jeśli tego potrzebujesz.
Dawid Urbanowski



