Nadszedł kolejny Nowy Rok. Dużo się mówi o nowym początku, nowych postanowieniach, powiewie świeżości etc. Ludzie czynią plany typu: w tym roku zmienię pracę na lepszą, skończę toksyczny związek, przestanę oddawać się wszelakim kompulsją i zacznę zdrowo żyć… i można by tą listę jeszcze długo mnożyć. Wszystkie te plany i postanowienia wywołują dreszczyk ekscytacji spowity powiewem świeżej nadziei, tylko częstokroć okazuje się, że jest pewne ale. Otóż to „ale” polega na tym, że w życiu wielu ludzi jest to już kolejny, może dwudziesty, może trzydziesty, czterdziesty, czy pięćdziesiąty Nowy Rok, w którym coś sobie planują, czy postanawiają i wdrażają te plany w życie (bo nie mówię tu o innej powszechnej postawie, która można by nazwać „pewnego dnia zrobię”, tudzież „pewnego dnia będę” no i zostaję na etapie samej koncepcji licząc, że magiczne „coś” samo się zrobi) i prędzej, czy później okazuje się, że w nowej pracy toczy się stary dramat, nowy partner, czy partnerka jakoś tak do bólu przypomina tego poprzedniego, czy ta poprzednią, a nowi „przyjaciele” rąbią mi dupę tak samo jak poprzedni. O co kaman? Co takiego się dzieje, że niczym jakieś koszmarne fatum , stary scenariusz odtwarza się w nowej scenerii i to już któryś rok z kolei? Mam takie wrażenie, że w życiu ważny jest pewien porządek. Używając innego nazewnictwa, życie rządzi się swoimi prawami i tak jak prawo grawitacji dotyczy nas wszystkich, tak samo istnieją inne prawa, które często zwykliśmy bagatelizować, a od nich również nikt z nas nie jest wolny. I tak się jakoś naturalnie dzieje, że pewne rzeczy następują po innych jeśli tylko pojawi się na to przestrzeń. Nie da się otworzyć drzwi do czegoś nowego jeśli te stare nie zostały zamknięte. A może nawet i się da, tylko po czasie okaże się, że to nowe wcale nie jest nowe, tylko jest, co najwyżej nową wersją starego. W takim razie co robić aby nie zapętlać się w starych schematach? Gdybym znał taką stuprocentową odpowiedź to pewnie na drzwiach gabinetu miałbym napisane Budda albo Jezus, a nie Dawid Urbanowski terapeuta. Mam natomiast swoje obserwacje, które być może przybliżają nieco do znalezienia odpowiedzi na zadane pytanie ( A może wcale nie. Sam osądź na ile to, co tu piszę jest dla Ciebie przydatne). Pracując intensywnie od wielu lat z ludźmi zauważyłem, że istnieją osoby, które są sprawcze we wprowadzaniu skutecznych zmian do swojego życia. Wspólnymi mianownikami tych ludzi są duża koncentracja na przestrzeni tu i teraz oraz taka naturalna, nieudawana pokora. Koncentracja na tu i teraz sprawia, że szanują wszystkich i wszystko, co pojawia się w danym momencie życia na ich drodze, nawet (a może zwłaszcza) jeśli to jest doświadczenie trudne. Ta sama koncentracja sprawia, że ludzie Ci widzą nieprzypadkowość w tym, co ich spotyka i są skupieni na tym, w jaki sposób współtworzą dane okoliczności. Takie podejście jest oczywiście związane z byciem ze sobą w dobrym kontakcie, a to bycie ze sobą stanowi dla nich źródło cennych informacji (w zasadzie najcenniejszych bo od siebie samego do siebie samego) o tym, co się z nimi w danym momencie dzieje. Dzięki temu różne doświadczenia życiowe pomagają im w procesowaniu niefunkcjonalnych emocji, co z kolei stanowi niesamowitą trampolinę dla rozwoju osobistego. Żyjąc w ten sposób ludzie Ci są w stanie określić, czy chcą dalej w danych okolicznościach być ( w tym konkretnym związku, w tej konkretnej pracy, w tych konkretnych okolicznościach…) i jeśli czują, że nie, to rozpoczynają proces zmian w swoim życiu ale z poszanowaniem pewnego ładu i porządku. Czyli mają świadomość, że każdy koniec (koniec związku, pracy, jakiejś relacji itd.) to strata. A strata to stan, który należy świadomie przeżyć, żeby zrobić miejsce na nowe. A co znaczy świadomie przeżyć? Wyżalić, wysmucić, wypłakać, wyzłościć i zintegrować swoją wewnętrzną mozaikę uczuć i emocji, tak by powstał nowy wzór. To oczywiście jest proces, który wymaga pewnego czasu. Kiedy poznam, że mam w sobie przestrzeń na nowe? Gdy uszanowałem i przeżyłem stare. W praktyce może to oznaczać, że patrzę na zdjęcie byłego partnera, czy byłej partnerki, albo przeglądam dokumentacje dotyczącą byłej pracy i nie mam w sobie trudnych uczuć i emocji. Mam natomiast wdzięczność i szacunek za ten moment wspólnej drogi, kiedy to mogliśmy sobie wzajemnie służyć. Wtedy możemy mówić o tym, że pożegnaliśmy się ze starym i zrobiliśmy miejsce na nowe.
A Ty pożegnałeś/pożegnałaś się już ze starym?
Dawid Urbanowski



