Pisanie o wewnętrznym dziecku jest w mojej opinii trochę jak próba opisu tego, jak smakuje woda. Nie wiem jak bardzo by doskonały ten opis nie był, to i tak w konfrontacji z doświadczeniem wypicia szklanki wody, opis ten będzie blady. I tak poniekąd jest z wszelkimi opisami tego, czym wewnętrzne dziecko jest. Owszem możemy znaleźć opis ciekawych ćwiczeń, czy technik prowadzących do złapania lepszego kontaktu ze tą częścią siebie ale samo spotkanie z nim i przeżycie tego jest już zawsze doświadczeniem bardzo indywidualnym i trudnym do opisania. Dzieje się tak, bowiem przeżycie to jest doświadczeniem wymykającym się pojęciu rozumowemu. Ono odbywa się na nieco innej płaszczyźnie (choć nie bez udziału umysłu). Za każdym razem gdy znajdujemy sposób, by skierować wzrok na te obszary siebie, na które patrzeć nie chce, lub na te obszary, które były przede mną samym skrzętnie ukryte i gdy ten wzrok jest pełen miłości i akceptacji, DZIEJĄ SIĘ CUDA. Choć na początku może się tak nie wydawać, bo często towarzyszą temu bardzo bolesne odczucia. Dzieje się tak, bo w tej przestrzeni pełnej miłości i akceptacji, być może pierwszy raz zauważone i uszanowane zostają te wszystkie uczucia i emocje, które pojawiały nam się w różnych trudnych (niekiedy traumatycznych) momentach naszego dzieciństwa. Te uczucia i emocje, na które wcześniej nasi rodzice nie mieli pojemności w związku z tym nie mogli nam dać tej przestrzeni (bo im wcześniej też nikt nie dał, a oni i tak z tego, co dostali dali nam wszystko plus zdobyli dla nas jeszcze więcej). I dziś, gdy to my znajdujemy drogę do wyjścia z naszych dziecięcych roszczeń skierowanych do rodziców, że tego nie dali, a to było złe i gdy kierujemy ten wzrok właśnie do swego wnętrza i patrzymy tam wzrokiem uważnym, nieoceniającym, to raz jeszcze napiszę, że dzieją się cuda. Te rozproszone kawałeczki nas samych, które pochowane zostały przez lata w zakamarkach naszego wewnętrznego wszechświata, mogą się wreszcie zintegrować. Dzięki temu możemy stać się pełniejsi, żyć świadomiej, uważniej, bardziej odpowiedzialnie (choć to ostatnie jeszcze wielu z nas nie interesuje). Mądre zdanie mówi ; „Uzdrów relację z sobą samym, a uzdrowisz relacje z innymi.” Integrowanie tych rozproszonych, niedokochanych kawałeczków siebie, zmienia naszą wewnętrzną organizację (albo przywraca jej pierwotny porządek) dzięki czemu zmienia się paradygmat jakim posługujemy się w postrzeganiu rzeczywistości. Trochę jak w Matriksie, gdy chłopiec mówił do głównego bohatera: „Uświadom sobie, że to nie łyżka się gnie lecz TY”. Świat który postrzegamy ( a raczej to jak go postrzegamy), wydarzenia które nas spotykają, ludzie którzy pojawiają się na naszej drodze, wszystko to jest w jakiś sposób skorelowane z tym, co mamy w naszym wnętrzu. Jako w środku, tak i na zewnątrz, jak powiedział kiedyś ktoś mądry.
Istnieją różne drogi do zwiększania poziomu swojej świadomości, pracy nad różnego rodzaju trudnościami jakie spotykają w nas życiu, poszukiwania wewnętrznego spokoju etc. i praca nad wewnętrznym dzieckiem jest jedną z nich. W mojej opinii niebywale skuteczną, choć zazwyczaj niełatwą ale i piękną zarazem.
Ale niezależnie od tego, co tu napisałem, to i tak jest to jeszcze jeden opis smaku wody. Osobiście polecam znaleźć drogę do tego, by się jej napić.
Dawid Urbanowski



