„To taki dobry facet tylko na złą kobietę trafił.”

Niemal za każdym razem, gdy mam do czynienia z ludźmi, którzy wypowiadają słowa brzmiące jak w tytule tego artykułu, pojawia mi głęboka zaduma nad świadomością samego autora tego komentarza. Świadomością, tego czym związek jest (bądź może nawet bardziej, czym nie jest). Jak często słyszymy komentarze, że on jest taki biedny, a ona taka zołza , bądź odwrotnie ona taka czuła, a on kawał chama? Przemożna chęć do oceniania i w konsekwencji wydania werdyktu, kto tu jest „dobry, a kto „zły” lub kto tu jest winny, a kto nie, bije na kilometr od twierdzeń tego typu. Tymczasem autorzy tego typu wypowiedzi zdają się nie zauważać, że związek dwojga ludzi składa się z dwóch elementów (najczęściej jest to on i ona). Kto więc zatem tworzy jakość tej relacji? Właśnie oni oboje. Więc jeśli masz na przykład  do czynienia z partnerem, który Ci notorycznie przekracza granice, to jest prawdopodobne, że Ty jesteś tym, który pozwala na przekraczanie sobie granic i to jest Twój udział w tym obszarze. Jeśli nie chcesz tego zobaczyć, to najpewniej dlatego, że utkwiłeś w schemacie, że Ty jesteś ten w porządku, a ta druga osoba, jest „be”.  I jeśli teraz czytasz, to i się złościsz, bo się z tym nie zgadzasz, to zadaj sobie pytanie:  „Co takiego sprawiło, że się złoszczę?” Jeśli masz ochotę napisać obelżywy komentarz, to zadaj sobie pytanie:  „Czego się tak boję, że muszę zaatakować ?” Związek jest KAŻDORAZOWO przedsięwzięciem niebywale rozwojowym, w którym tkwi niesamowity potencjał odkrywania w sobie (i tylko w sobie) tego, co do tej pory było zakryte, czego z jakiegoś powodu nie chciałem w sobie widzieć. Myślenie czarno – białe w stylu ja jestem dobry, a ona zła, jest myśleniem dziecięcym, niedojrzałym. To właśnie w okresie wczesnego dzieciństwa postrzegamy rodziców, jako tych „dobrych”, znających odpowiedzi na każde pytania. To wtedy świat jest czarno – biały. Ludzi i wydarzenia dzielimy na dobrych i złych. W bajkach są bohaterowie jednoznacznie pozytywni i jednoznacznie negatywni. Raz jeszcze napiszę: MYŚLENIE CZARNO-BIAŁE JEST MYŚLENIEM DZIECKA (i jest tak nawet jeśli sam autor takich myśli jest już grubo po pięćdziesiątce). Zatem jeśli jesteś obecnie w relacji, która jest dla Ciebie niesatysfakcjonująca, to zamiast oceniać swojego partnera, czy swoją partnerkę, zadaj sobie pytania: W jaki sposób ja współtworzę tą relacje? Jaki jest mój udział w tym, co się dzieję? Co zrobiłem/zrobiłam by to zmienić (nie jego, czy ją zmienić, tylko swój sposób sprzęgania się z nim z nią)? Pracując między innymi w obszarze terapii par, często doświadczam sytuacji tego typu: przychodzą dwie dorosłe metrykalnie osoby i każda z nich skarży się na zachowanie tej drugiej. Czyli można powiedzieć w uproszczeniu, że w osobie terapeuty zobaczyli rodzica, któremu można się poskarżyć i teraz rodzic osądzi, kto robi dobrze, a kto źle. Niejednokrotnie skonfrontowanie takiej pary z faktem, iż terapeuta to nie arbiter, a terapia to nie osadzanie, kto ma rację , a kto nie, kończy się mniejszym bądź większym rozczarowaniem. Dowodzi to głównie tego, jak trudno jest zmienić optykę. Wyjść z utartego schematu. Jeśli nie dostrzeżemy tego, w jaki sposób współtworzymy ten schemat, to choćbyśmy zmieniali partnerów, jak rękawiczki, by poszukać tego „idealnego”, to i tak prędzej, czy później dojdziemy do znanego już punktu w którym powiemy, „Jak to możliwe, że taki fajny facet jak ja trafia na takie wstrętne baby?” Na koniec podzielę się takim żartem (choć moim zdaniem należy go traktować całkiem poważnie), który krąży w środowisku psychologów i terapeutów. Brzmi on tak: „Jeśli Twoim jedynym sposobem na poprawę sytuacji w związku jest zakończenie go i poszukanie sobie nowego partnera, to pamiętaj, że każdy kolejny będzie miał wady poprzedniego plus swoje własne.”

Dawid Urbanowski