Nie staram się Ci pomóc – o skutecznym pomaganiu słów kilka.

Dosyć często powtarzam, że w naszych wnętrzach ukryte są takie niedokochane dziecięce kawałeczki. Mamy je niezależnie od tego ile metrykalnie mamy lat. Możemy mieć lat 30, 40, czy nawet 85, a w środku możemy mieć takie nieuwolnione emocje 3 -letniego chłopca, czy 5-cioletniej dziewczynki. To co zepchnięte w cień, bardzo potrzebuje światła, potrzebuje być w końcu zauważone. I za sprawą tych dziecięcych niezauważonych uczuć i emocji, w naszym życiu dzieją się rzeczy takie, a nie inne. Patrząc na ten temat w sposób holistyczny zaczynamy rozumieć (a bardziej dostrzegać), że gdzie byśmy nie poszli, to świat przy użyciu okoliczności życia, niczym lustro odbije nam obraz tego, co nosimy wewnątrz, dając nam tym samym szansę na zauważanie tych naszych niedkochanych wewnętrznych dzieci. A zauważanie ich i danie im przestrzeni do wyrażenia wszystkiego, co potrzebują wyrazić, to proces niezbędny do tego aby okoliczności naszego życia mogły się zmienić.

Często słyszę pytanie od osób zajmujących się zawodowo pomaganiem, które brzmi: „Jak skutecznie pomagać, żeby tworzyć warunki, w których nasi klienci będą mogli dotrzeć do tych zepchniętych do cienia, aspektów siebie i dzięki temu, żeby okoliczności życia, które im się przytrafiają mogły się zmienić”? Dużo by można w tym temacie napisać ale skupię się na tym, co w mojej opinii jest najistotniejsze.  Najważniejszą kwestią w tym procesie skutecznego pomagania (choć ja wolę zdecydowanie bardziej słowo towarzyszenia) jest to, aby pomagający nie starał się być lepszą matką, czy ojcem niż matka, czy ojciec klienta, bo gdy funkcja pomagacza skleja nam się z funkcja rodzica, to zamiast towarzyszyć zaczynamy się opiekować. A otaczanie klientów opieką, to nie jest dobra droga do tworzenia im gruntu, by te niedokochane dziecięce kawałeczki, które nie miały szansy dorosnąć, dorosły. Wręcz przeciwnie takie postępowanie utrzymuję klienta cały czas w butach dziecka i blokuje mu możliwość dotarcia do własnej mocy. Dopiero gdy przybieramy postawę uważnego, akceptującego, nieoceniającego ale i bezstronnego towarzysza, mogą zaistnieć warunki do trwałej wewnętrznej zmiany. Dopiero, gdy towarzyszymy jako odrębna dorosła osoba (nie rodzic, nie opiekun), tworzymy warunki, by nasi klienci mogli wewnętrznie dorosnąć i stanąć w swojej dojrzałości. Dosyć często, gdy pada w moją stronę pytanie w stylu: „Jak Ty to zrobiłeś, że temat który mnie męczył od tak dawna, już mnie nie męczy?” , odpowiadam : „Nie starałem się Ci pomóc.”

Kolejną istotną kwestią w skutecznym pomaganiu jest zgoda na los klienta, która swoją genezę ma w zgodzie na swój los ale o tym napiszę przy innej okazji.

Dawid Urbanowski.