Jako w środku, tak i na zewnątrz

Od lat coraz wyraźniej dostrzegam, że wszystko to, co dzieje się na zewnątrz, ma takie znaczenie, jakie temu nadamy. Wydarzenia są jakie są i widać takie mają być. Nie lubię formułować sądów uogólnionych ale zrobię wyjątek.  Wydarzenia są jakie są i takie mają być i one ZAWSZE prowadzą nas do naszej wewnętrznej PRAWDY. Prawdy o nas samych. To, że postrzegamy coś jako dobre, czy złe (przypomnę tylko, że takie czarno-białe widzenie świata jest przejawem myślenia dziecięcego) w ogóle nie oznacza, że takie to właśnie jest. To znaczy jedynie tyle, że mój umysł (z jakiegoś powodu) dokonał takiej, a nie innej oceny tego konkretnego wydarzenia. W myśl tego, co tu piszę, świat który widzimy naszymi oczami możemy poniekąd potraktować jako wielki ekran projekcyjny, na który wyprojektowujemy drzemiący w naszych wnętrzach, nieuświadomiony materiał emocjonalny.  I tak dla przykładu, jeżeli jesteś pełen lęku, to świat będzie Ci dostarczał okazji by się bać. Jeżeli masz w sobie dużo złości, to ten sam świat będzie Ci dostarczał okazji do wkurzania się. Jeżeli masz w sobie dużo wstydu, to cały czas ten sam świat, będzie Cię na każdym kroku informował, że jesteś niewłaściwy… W myśl powiedzenia, że gdy sto par oczu patrzy na świecący księżyc, świeci sto księżyców. W myśl niektórych filozofii i religii, wszelkie wydarzenie są neutralne. Ja nie do końca się pod tym podpisuję. Nie do końca, bo określając je jako neutralne, dokonuję pewnej ich oceny. Bliżej mi do stwierdzenia, że WYDARZENIA SĄ. One są i dzięki temu, że możemy ich doświadczać, mamy szansę na zbliżenie się do siebie samych. Szansę na zintegrowanie porozrzucanych po naszych wewnętrznych wszechświatach kawałków naszej osobowości…  Niekiedy, gdy jest bardzo ciężko, wystarczy popatrzeć gdzie indziej. Trzymając się mechanizmu projekcji, wystarczy popatrzeć nie na ekran, a na projektor. Wszak wszystko prowadzi nas nieustannie do nas samych.

Pozdrawiam Was bardzo ciepło i serdecznie.

Dawid Urbanowski