Czy znasz ten motyw, w którym przeszedłeś już wiele terapii, szkoleń, warsztatów, oddziaływań rozwojowych, przeczytałeś setki mądrych książek, ba być może nawet jesteś terapeutą, psychologiem, trenerem, wykładowcą, a mimo to, w Twoim życiu cały czas gniecie Cię jakiś motyw? Zazwyczaj emocjonalny. Taki, który niezależnie od tego, ile wiedzy byś nie zgromadził, pozostaje niezmienny. To może być bardzo różny stan. U jednych to może być poczucie bycia nieważnym, mimo że pełnią funkcję dyrektora w poważnej instytucji. U innych dojmujący smutek, mimo że są komikami lub aktorami komediowymi i zarabiają na rozśmieszaniu innych, a przyklejony uśmiech nie schodzi z ich twarzy. U jeszcze innych będzie to dojmująca, rozrywająca serce tęsknota, mimo że pozornie nie mają za kim lub za czym tęsknić. Mają męża, żonę, dzieci, psa, dobrą pracę, jakąś pasje, dużo podróżują, mają grono fajnych znajomych i tak na logikę nic teoretycznie im w życiu nie brakuję, a jednak ta tęsknota jest dla nich codziennym towarzyszem. U jeszcze innych może to być poczucie winy, mimo że teoretycznie nikomu nic złego nie zrobili i tak też starają się kroczyć przez życie, żeby broń boże nikogo nie zranić, nie urazić, a jednak wina jest ich stałym towarzyszem. Jeszcze inni ludzie czują się samotni, mimo że otacza ich rzesza ludzi. I tak można by jeszcze dużo wymieniać. Czy odnajdujesz się, w którymś z tych opisów? Czy też tak masz, że mimo ciągłej pracy nad sobą, ten stan którym cię uwiera nie znika? Czy często zadajesz sobie pytanie: Co jam mam jeszcze zrobić? Taka pełniejsza wersja tego pytania brzmi : Co ja mam jeszcze zrobić, żeby się tego pozbyć? Żeby tego nie czuć. I tu być może jest haczyk. Bo sama konstrukcja tego pytania wskazuje na potrzebę zrobienia czegoś. Tylko często ludzie, którzy utknęli w takiej strategii, nie widzą, że oni robią coś od lat i jedyne, co przynosi im taki model działania, to więcej wiedzy, czasem doświadczeń, niekiedy (o zgrozo) więcej materiału do umysłowej analizy, a ten stan emocjonalny, który nas gniótł, dalej nas gniecie. Niekiedy nawet jeszcze bardziej. A mimo to ludzie dalej pytają : Co ja mam kurwa jeszcze zrobić ?! Ja często mówię nic. Przecież masz wieloletnie doświadczenie, że robienie czegoś, żeby się tego stanu pozbyć, nie działa. To co Ci nakazuję, robić to dalej? No i tu pada często odpowiedź: „No to, żeby się w końcu tego pozbyć.” Ciało rządzi się analogicznymi prawami, co nasza psychika. Jeżeli coś niedobrego się dzieje z naszym ciałem, to ono nas próbuję poinformować o tym w sposób taki, żebyśmy na pewno tą informację odczytali i zajęli się tą ważną kwestią. Czyli załóżmy, że mamy stan zapalny stawu kolanowego. Ciało nas informuję o tym, między innymi za pośrednictwem bólu w kolanie. Ten ból ma co najmniej podwójną rolę. Po pierwsze zwraca naszą uwagę na to, że coś jest z kolanem nie tak i że trzeba się tym zająć. Po drugie zwiększa nasz stopień uważności na bolącą kończynę, dzięki czemu będę ją teraz traktował delikatniej i nieeksploatował, dopóki się nie wyleczy. Gdy tłumaczę to na przykładzie ciała, to ludzie często się z tym zgadzają. A ja się wtedy pytam: To co sprawia, że nie potrafisz tak samo postępować z bólem emocjonalnym? Że w ogóle nie chcesz na niego patrzeć? Że chcesz się go pozbyć, jak jakiś niechciany zepsuty kawałek? A czego to jest kawałek? Otóż Ciebie samego. To jest dokładnie tak, jak byś chciał odciąć sobie tą nogę z bolącym kolanem, zamiast zająć się nim. Tymczasem najpotężniejszym aktem uzdrawiającym nasze zbolałe serca jest nasza uwaga. Zamiast nie chcieć tego czuć, popatrz tam. Nie musisz nic robić. PO PROSTU PATRZ. Nie odwracaj głowy od tego, co Cię w sercu boli, bo w ten sposób nie nadajesz ważności, temu ważnemu sygnałowi. A skoro sygnał nie jest odczytany, to jest nadal wysyłany i to często w bardziej intensywnej formie. Dzieci jak są małe, nie potrzebują wcale by rodzic zrobił coś z ich smutkiem, złością, żalem, wstydem, frustracją etc. Dzieci potrzebują by rodzic wtedy przy nich był i dał im przestrzeń na przeżycie tych uczuć i emocji. A że nie tak rzadko rodzice sami nie dostali tego od swoich rodziców, to nie potrafią dać tego nam. Czyli nie potrafią popatrzeć z miłością na nas przeżywających różne trudne stany emocjonalne, tylko chcą żeby dziecko przestało się tak zachowywać. I tu jest geneza do powstania tego motywu, o którym mówi ten post. RODZIC NIE CHCIAŁ, A PEWNIE BARDZIEJ NIE POTRAFIŁ POPATRZEĆ. Nie potrafił popatrzeć na nas przeżywających jeden z tych trudnych stanów. Chciał żebyśmy jak najszybciej przestali się tak czuć. I używał do tego rożnych strategii, o których może już dziś nie będę się rozpisywał. Najważniejszy wydźwięk jest taki, że to PATRZENIE NASZEGO RODZICA BYŁO WARUNKOWE. I my dziś też patrzymy na siebie w sposób warunkowy. I jak coś nas wewnętrznie gniecie, to zamiast tam popatrzeć, dać temu uwagę, to chcemy się tego pozbyć. Tymczasem, raz jeszcze to napiszę: TY NIE MUSISZ NIC ROBIĆ. PO PROSTU PATRZ! Tylko patrz z Miłością. Bez tych umysłowych ocen, które się w głowię czają, Dziś jeśli Ty nie przyjmiesz siebie samego w pełni, nikt tego nie zrobi. Ty masz to w swoich rękach.
Dawid Urbanowski



