Czy jestem dorosły?

Formalnie w świetle prawa, gdy skończymy 18 lat stajemy się dorośli. Formalnie tak jest, biologicznie już nie. Biologicznie mówilibyśmy o dorosłości w wieku ok 25 lat. W tym wieku między innymi kończy się proces mielinizacji mózgu, który zaczyna się jeszcze w okresie prenatalnym. Przed ukończeniem 25-ciu lat zakończenia nerwowe w naszym mózgu są pozbawione osłonek mielinowych przez co nasz mózg jest dużo bardziej wrażliwy na działanie szkodliwych substancji. Z tego chociażby względu, sens ma to, aby młodzi ludzie przed ukończeniem 25-ciu lat (albo chociaż tych 18-stu) nie spożywali alkoholu. No dobrze ale, czy to znaczy, że po ukończeniu 25-tego roku życia faktycznie jestem dorosły? Osobiście lubię rozważać ten temat pod kątem tzw. dorosłości, tudzież dojrzałości emocjonalnej. I kierując się tym faktorem możemy być pięćdziesięcio, sześćdziesięcio i nawet więcej letnimi dziećmi. Metryka nie gwarantuje dojrzałości. Kiedy zatem możemy mówić, że jestem dorosły? Przede wszystkim wtedy, gdy potrafimy wziąć ODPOWIEDZIALNOŚĆ. W pierwszej kolejności odpowiedzialność ZA SIEBIE SAMEGO. A kiedy biorę odpowiedzialność za siebie samego? Kiedy potrafię wyjść z ROLI OFIARY, czyli tego, któremu się coś przydarza i wejść w buty CZŁOWIEKA SPRAWCZEGO, który się na coś DECYDUJE. Jak to wygląda w praktyce. Załóżmy, że nie podoba Ci się Twoja praca. Masz szefa, który Cię źle traktuję, toksyczną atmosferę wśród współpracowników i niskie zarobki. Patrząc na taką sytuację z perspektywy ofiary, będziesz mówił jakie straszne jest to, że masz taką chujową pracę i w ogóle wszystko jest do dupy. Gdy przełączysz się w tryb człowieka sprawczego, to możesz zauważyć, że owszem może i praca ta nie jest pracą marzeń, ale to Ty decydujesz się tu być. Albo to Ty decydujesz się nie podejmować kroków w stronę zmiany, a jeśli już je podejmujesz, to robisz to w sposób sabotujący możliwość zamanifestowania się zmiany w Twoim życiu. Bo przecież i tak wszystko jest do dupy. Ludzie często mówią : „I tak się nie uda”, albo „Przecież nie warto”. A jakby to było gdyby mówili „Decyduję, się nie próbować” albo „Postanawiam, że nie warto”. To już trudniej przez gardło przechodzi. A dlaczego? Bo za żadną cholerę nie chcesz wziąć ODPOWIEDZIALNOŚCI. A co takiego sprawia, że nie chcesz wziąć odpowiedzialności? Najczęściej są to te NIEDOKOCHANE DZIECIĘCE KAWAŁECZKI, które cały czas czekają, aż mama, czy tata dokocha, doceni. Bo kiedyś niedokochali, nie docenili. I tkwisz tak w tym deficycie łypiąc jednym okiem, to na mamę to na tatę, że może nóż widelec, tym razem wreszcie dokochają, docenią. I tym samym patrząc wstecz, nie patrzysz do przodu. Do SWOJEGO ŻYCIA. A pójście do przodu do swojego życia byłoby związane z pogodzeniem się z tym, że było coś, czego pragnąłem od moich rodziców i oni mi tego nie dali i nie dadzą. TEN POCIĄG ODJECHAŁ!!! KONIEC KROPKA!!! A takie spojrzenie pociągnie za sobą przeżycie BOLESNEJ STRATY. I dopiero, gdy ją przeżyjesz, gdy ją wysmucisz i wyżalisz, gdy sam dokochasz te swoje dziecięce kawałeczki, jest szansa, że wyjdziesz z tego oczekiwania, że rodzice Ci dadzą to czego nie dali i kto wie, może zauważysz ile Ci dali na innych gruntach, których nie widziałeś, ba cały czas patrzyłeś w jedno miejsce. Lęk przed odczuciem tej bolesnej straty, często sprawia, że nie wchodzimy w pełni w dorosłość. I raz jeszcze podkreślę, że metryka nie ma tu żadnego znaczenia. Zatem dorosły to ten, kto jest w stanie wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. Ten, kto nie chce decydować, ten, kto tkwi w roli ofiary, oddaje decyzyjność w czyjeś ręce. Partnera, szefa, rządu, a tak źródłowo rodzica. Bo gdy był mały, to rodzic decydował. A on mógł być niewinny i beztroski. Dzieci są niewinne. Gdy dwoje metrykalnie dorosłych ludzi przerzuca się poczuciem winy, jak gorącym kartoflem, to tak w głębi ducha żaden z nich nie chce dorosnąć, Chcą pozostać w tym dziecięcym świecie, gdzie są niewinni, a decyzje podejmuje rodzic. Gdyby spojrzeli na tą sytuację z punktu widzenia osoby dorosłej, dostrzegli by, że każde z nich jest współodpowiedzialne za jakość relacyjną jaką tworzą. Innym faktorem pozwalającym zmierzyć na ile jestem dorosły są pieniądze. Człowiek dorosły to ten, który potrafi utrzymać się za zarobione przez siebie pieniądze. Miło jest, gdy rodzice mogą nas współfinasować, gdy dokładają nam do czynszu, etc. Ale to jednocześnie utrudnia nam pójście w pełni w dorosłość. Dopiero, gdy jesteśmy w stanie przeżyć za zarobione przez siebie samych pieniądze stajemy się dorośli. Pieniądz ma tą nature, że nie płynie do dzieci, bo dzieci go nie potrzebują. Oni mają rodziców, których zadaniem jest ich utrzymać. PIENIĄDZ PŁYNIE DO DOROSŁYCH. Pieniądz nie płynie również do martwych. Możemy w życiu być porwani przez jeden z dwóch ruchów. Do życia, lub do śmierci. Pieniądz płynie do żywych. Martwi nie potrzebują pieniędzy ale to już opowieść na inną okazję.

A czy Ty jesteś dorosły?

Dawid Urbanowski