Co robić, gdy dopada mnie przygnębienie? Co robić, gdy gubię sens życia? Co robić, gdy wszystko, co budowałem rozpada się? Co robić, gdy bezsilność wkrada się do duszy przez każdą komórkę? Co robić, gdy proza życia przygniata, a czynności teoretycznie prozaiczne (jak umycie rano zębów) stają się swoistą wyprawą na Mout Everest? Czy są sensowne odpowiedzi na te pytania? Czy można w jakimś mądrym poradniku wyczytać krok po kroku, że najpierw trzeba zrobić, to a potem tamto…? Nasze umysły „zacierają ręce”, na wizję takiej instrukcji. Tymczasem sama konstrukcja pytania „Co robić?” zawiera już pewne istotne informacje. Przede wszystkim pytanie, to wskazuje na to, że autor poszukuję, czegoś, co mógłby faktycznie zrobić, by (tu ważne słówko) „pozbyć się” niechcianych uczuć i emocji. W sumie nic dziwnego, bo zwykle te pytania zadajemy w naprawdę bardzo trudnych okolicznościach życia. Często mówię o tym, że KAŻDA EMOCJA I KAŻDE UCZUCIE JEST WAŻNE! Bardzo ważne! I moment, w którym szukamy sposobu, by nie czuć tego, czy tamtego, jest zazwyczaj momentem, gdy odwracamy głowę od naszego wewnętrznego dziecka mówiąc mu mniej więcej coś takiego: „Jak jesteś przygnębione, smutne, załamane, cierpiące… to ja Ciebie nie chcę. Zrobię wszystko, żeby się Ciebie pozbyć, gdy tak się czujesz?” Bliska jest mi ta prawda, że im trudniejszy stan emocjonalny nam towarzyszy, tym głośniej woła nas nasze wewnętrzne dziecko. DZIECI POTRZEBUJĄ BYĆ ZAUWAŻONE! POTRZEBUJĄ TEGO JAK POWIETRZA! Zatem możemy robić bardzo wiele, ale dopóki, dopóty nie zatrzymamy się (i paradoksalnie nie przestaniemy robić) i nie usiądziemy ze swoim wewnętrznym dzieckiem dając mu przestrzeń na wyrażenie wszystkiego, co potrzebuje wyrazić, to ten krzyk się nie skończy. Będzie wracał pod różną postacią. I nie jest to zwykle proces szybki i bezbolesny. Życie to nie reklama leków przeciwbólowych. Boli, bierzesz i za 5 minut już nie boli. TO TAK NIE DZIAŁA. Rzecz nie w robieniu, lecz w BYCIU. Byciu ze sobą pomimo wszystko.
Dawid Urbanowski.



