Duchowość to nie palo santo.

Od pewnego czasu duchowość stała się w pewien sposób modnym tematem. Na każdym kroku spotkać możemy jakieś inicjatywy, ceremonie, dążenia do życia w wysokich wibracjach etc.  Ludzie coraz częściej w swoich poszukiwaniach zwracają się ku różnym praktykom. Każdy pewnie z jakiś własnych powodów, o których tu nie będę pisał, po pierwsze, bo ich przecież nie znam, a po drugie, bo nie o powodach ma być ten wpis. Obserwuję natomiast pewną tendencje, do poszukiwania odpowiedzi na różne pytania (na które być może odpowiedzi nie udzieliły religie) w tym, co powszechnie zaczęło funkcjonować pod terminem duchowość. Tymczasem moim zdaniem duchowość to nie palo santo, piękne kolorowe szaty, kadzidła, medytacje, czy picie kakao. Duchowość w moim spojrzeniu zawiera się po pierwsze w tym, jaki masz kontakt ze sobą, ze swoim wnętrzem. Jak traktujesz siebie samego/siebie samą. Po drugie zwiera się w tym jak traktujesz drugiego człowieka. Czy potrafisz go przyjąć, takim jaki jest? Czy też będziesz go odrzucać, bo Twoim zdaniem jest w niskich wibracjach, a niskie są be, bo przecież wysokie są dobre. I w ten sposób będziesz uciekał od przyjęcia faktu, że i w Tobie mogą być trudne emocje i to jest po prostu w porządku.  Duchowość zawiera się w umiejętność przyjęcia samego życia takiego, jakie jest. Tygrys zjada antylopę i to też jest częścią tego Większego Planu. W tym też jest zawarta duchowość. Duchowość to całość. Ciepło i zimno, dobro i zło, niebo i ziemia, serce i rozum, mężczyzna i kobieta i wszystko, co pomiędzy wyżej wymienionymi. Duchowość zawiera się w dążeniu do równowagi. Mamy w sobie dwa pierwiastki, męski i żeński. Męski od taty i żeński od mamy. Dążenie do duchowości często związane jest z umiejętnością przyjęcia naszych rodziców takimi, jacy byli (choć z mojej praktyki gabinetowej, wiem jak nieraz cholernie trudne to jest). Bo praca nad naszymi wypartymi emocjami do mamy i taty, to droga do zrównoważenia swoich pierwiastków męskich i żeńskich, a taki zrównoważony człowiek ma dużo więcej do czynienia z duchowością niż ktoś pięknie ubrany, siedzący w kwiecie lotosu i śpiewający mantry. I nie chodzi mi o to, że mantry, kadzidła, palo santo, medytacja, kakao itd. są złe. To są po prostu narzędzia. Nic więcej. To że kupiłem sobie pędzel i farby, nie czyni ze mnie wybitnego malarza. Może owszem być dobrym początkiem do zostania nim ale nie musi. To, że siedzę w pozycji kwiatu lotosu i oddycham w pewien określony sposób, nie oznacza wcale, że medytuję. To tylko techniki pomagające w uzyskaniu stanu medytacji, bo medytacja jest stanem uważnego bycia, a nie jakąś konkretną czynnością do wykonania. Możesz medytować obierając ziemniaki. I to może być bardzo duchowe doświadczenie. Duchowość zawiera się w Twoich relacjach. W tym, co piękne i tym, co trudne i jak do tego podchodzisz. Czy potrafisz dostrzec jak współtworzysz jakość tych relacji, czy raczej w tych trudnych momentach chcesz widzieć siebie, jako tego biednego niewinnego, czy biedną niewinną, a po drugiej stronie jest ten zły, czy ta zła? Duchowość to umiejętność wzięcia odpowiedzialności. Za siebie, za swoje czyny, za dane słowa etc. I wreszcie duchowość to autentyczność, szczerość, bycie w przepływie, a człowiek autentyczny będący w przepływie to człowiek, który jest w stanie być otwartym na samo życie i wszystko to, co ów życie nam przynosi. Duchowość nie potrzebuje przebrań, masek. Najbardziej do czynienia z duchowością mamy wówczas, gdy stoimy w swojej najprawdziwszej prawdzie, jaka by ona na dany moment nie była.

Na koniec dodam tylko, że moją intencją tworząc ten wpis, nie było urażenie kogokolwiek, tylko podzielenie się swoim subiektywnym punktem widzenia, będąc jednocześnie w poszanowaniu dla zdań odmiennych niż moje.

Dawid Urbanowski