Jestem otwarty (ale)

Czy uważasz siebie za człowieka otwartego? Czy jesteś otwarty na drugiego człowieka? I wreszcie, czy jesteś otwarty na siebie?… Mam ten przywilej bycia blisko bardzo wielu różnych ludzkich opowieści, co daje mi też niesamowitą możliwość obserwacji rozmaitych ludzkich  postaw, zachowań, motywów etc. Zauważyłem, że często my ludzie mamy pewien problem z tematem otwartości, bo to, co zwykliśmy nazywać otwartością, często wcale nią nie jest (albo, trafniej rzecz ujmując, jest otwartością w pojęciu danego człowieka). Uważam, że polem, które daje najdokładniejszą możliwość weryfikacji tego tematu jest związek. Czy jesteś otwarty/otwarta na swojego partnera/partnerkę? Czy raczej bliższe Ci jest stwierdzenie, że to mi się w niej/w nim podoba, to też, a tej cechy nie ciepię. Gdy tak przenosimy ten temat na płaszczyznę związku, to częstokroć okazuje się, że nasza otwartość jest wybiórcza. Zwykle otwarci jesteśmy na to, co w naszym odczuciu dobre, a to, co złe jest przez nas niechciane. Znana powszechnie jest ta anegdota z klimatów damsko-męskich, mówiąca o tym, że gdy spotyka się mężczyzna z kobietą i zaczynają się sobie wzajemnie podobać, to mężczyzna myśli sobie: „Żeby ten anioł już nigdy się nie zmieniał, a kobieta myśli: „Już ja go sobie przerobie.” Jedno nie jest lepsze od drugiego, natomiast już u genezy takiej relacji brak jest otwartości po obu stronach. On nie ma otwartości na naturalny proces zmian, który dotyczy całego świata, a ona na te cechy w nim, które z jakiegoś powodu chciałaby wykluczyć. Tymczasem trudno się tak żyje próbując cedzić życie przez sitko swojego widzimisię. Trudno wtedy czerpać zeń  pełną piersią, trudno wziąć głęboki oddech, trudno śmiać się do rozpuku. Często, to co jawi mi się w drugim człowieku jako złe, to nic innego jak ulokowana w drugim człowieku moja cecha, którą sam w sobie wykluczam i widząc przejawy jej manifestujące się w kimś, natychmiast to klasyfikuję jako złe, zamykając się tym samym na możliwość przyjęcia jakiejś dawno wykluczonej cząsteczki siebie samego. Czy jest to cecha człowieka otwartego? Niech każdy odpowie sobie sam. Z mojej wieloletniej praktyki wynika, że jeśli zamykam się na płacz, moja radość będzie płytka, jeśli zamykam się na odmienność drugiego człowieka, moje relacje będą nie pełne ( z relacją z sobą samym na czele), jeśli zamykam się na trud ciężkiej pracy, trudno mi będzie w pełni zaznać relaksu, jeśli zamykam się na siebie, często będę czuł się samotny (choćby otaczał mnie tuzin ludzi)…

Na koniec podzielę się zdaniem, które przyszło do mnie wiele lat temu, a które jakoś tak zdaje się pasować do poruszonego tematu:

TEN KTO KOCHA, KOCHA WSZYSTKICH.

Dawid Urbanowski