Asertywność stała się ostatnio bardzo modna. Na rynku mamy wiele różnych szkoleń dotyczących tejże tematyki. Sam byłem na wielu jak i zdarza mi się tak owe prowadzić. To, co zauważyłem, to taką ciekawostkę, że wiele osób po kursach asertywności zamiast zachowywać się asertywnie, zachowuje się agresywnie tylko, że w białych rękawiczkach. Dlaczego tak się dzieje? Mam taką refleksję, że diabeł pogrzebany jest w intencji. Często, gdy prowadzę szkolenia dotyczące tego tematu słyszę od uczestników takie zdanie : „No ale, ja tak mówię ( w sensie stosuje asertywny komunikat) ale to nie działa.” Jaka prawdopodobnie intencja towarzyszy autorowi powyższego zdania? Zmiana zachowań drugiego człowieka, Świadome wpływanie na zachowania drugiego człowieka. Czyli często ktoś taki idzie na szkolenie z asertywności, żeby nauczyć się manipulować innymi, a tam gdzie zaczyna się manipulacja, kończy się asertywność, mimo że sam komunikat będzie skonstruowany technicznie poprawnie. Czyli ważnym składnikiem asertywności jest intencja. Intencja klarownego wyrażenia siebie z szacunkiem dla siebie i granic swojego rozmówcy. Osoby autentycznie asertywne będą w stanie rozmawiać ze sobą nawet jeśli są przedstawicielami przeciwnych stanowisk, bez przemożnej chęci przekonania kogoś do swojego zdania, bo to przecież ja mam racje. Zatem sama tylko intencja już będzie określała, czy jestem asertywny czy nie. Jest natomiast coś jeszcze, czego na wielu szkoleniach o tej tematyce brak. W większości szkolenia skupiają się na warstwie technicznej. Mamy schematy asertywnych komunikatów, które stanowią świetną podporę, do umiejętności asertywnego wyrażania się ale sam schemat nawet super przyswojony, to za mało. Aby nasz komunikat był asertywny konieczne jest zaistnienie tzw. „świętej trójcy” , a jej składniki to:
- Uważność
- Świadomość własnych uczuć i emocji
- Wiedza
Uważność daje nam szanse na zaobserwowanie, co mi się dzieje, skąd mi się dzieje, czyli tak ogólnie mówiąc jest związana z byciem obecnym w przestrzeni tu i teraz. Z uważności wypływa świadomość uczuć i emocji, bo przecież postawa asertywna, jest właśnie spójna z tym, co w danym momencie czuję. Bez tego komponentu, mój komunikat będzie tylko atrapą asertywności. No i wreszcie wiedza. Na samym końcu, bo jeśli dwa pierwsze punkty zostaną pominięte, może się okazać, że bez uważności i bez kontaktu z własnym sercem popłynę na emocjach jak na desce surfingowej lub, jeśli mam wyrobiony niezły level kontroli emocji, zamiast asertywności zagości u mnie postawa bierno agresywna.
Prowadziłem kiedyś szkolenie na jednej z uczelni wyższych dla kadry naukowej na kierunku pedagogika. W dniu szkolenia na Sali pojawiło się kilkanaście osób, z których osoba posiadająca najniższy tytuł była doktorem. Reszta profesorów. Po zapoznaniu się z przedstawioną powyżej „świętą trójcą” na sali zawrzało od negujących opinii. Uczestnicy szkolenia mówili „Bzdura, jakie emocje, jaka uważność?! Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Rzetelnie podana i doszlifowana” tak w skrócie brzmiały komunikaty płynące z sali. Nie zdziwiło mnie to, gdyż miałem przecież do czynienia z przedstawicielami świata nauki, dla których wiedza ma bardzo duże (często pierwszorzędne) znaczenie. Nie jest tez niczym dziwnym, że u przedstawicieli świata nauki równowaga między sercem, a rozumem będzie często zachwiana na poczet tego drugiego. Zaproponowałem zatem, zamiast dyskusji na ten temat, możliwość doświadczenia tego, co chciałem przekazać mówiąc o zasadności stosowania „świętej trójcy”. Uczestnicy warsztatu zostali podzieleni w pary i każda para dostała 15 minut czasu i jeden z kontrowersyjnych tematów do dyskusji tj. „Kara śmierci. Stosować, czy nie?” „Aborcja”, „Czy małżeństwa homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji dzieci.” etc. Po około sześciu minutach musiałem przerwać ćwiczenie, bo uczestnicy zaczęli skakać sobie do gardeł (dosłownie) aby przekonać się wzajemnie o swoich racjach. Gdy udało mi się ich uspokoić (a chwilę to zajęło) zadałem tylko jedno pytanie: Moi drodzy, gdzie jest Wasza wiedza? Tam gdzie brakuje uważności, trudno jest być w kontakcie z swoimi uczuciami i emocjami (które są przecież źródłem cennych informacji), a to może często utrudniać nam ze skorzystania z zasobów wiedzy, które posiadamy. Pewnie znacie takie sytuacje, gdy mimo posiadanej wiedzy (a niekiedy nawet i doświadczenia) po raz kolejny popełniamy ten sam błąd. Wracając do samego szkolenia, uczestnicy po tym doświadczeniu nie mieli już wątpliwości, co do zasadności bycia uważnymi świadomymi swoich uczuć i emocji w procesie asertywnej komunikacji. Pozostaje mi mieć nadzieje, że zauważyli, że oba te czynniki są przydatne nie tylko w temacie asertywności ale i w tym fascynującym procesie zwanym ŻYCIEM.
Dawid Urbanowski



