Bert Hellinger nie jest pierwszym, który dostrzegał wpływ naszego systemu rodzinnego na to, co nam się w życiu przydarza. Nie był też pierwszym, który zauważył działanie tego, co w ustawieniach nazywamy polem (a nawet polem wiedzącym). Zarówno przed nim, jak i wespół z nim istnieli specjaliści ze świata, nazwijmy to, nauki głównego nurtu, którzy mieli podobne obserwacje, między innymi tacy jak : Ivan Boszormenyi-Nagy – węgiersko-amerykański psychiatra będący jednym z ojców terapii rodzinnej, Anne Ancelin Szhutzenberger – pochodząca z Francji psychoterapeutka zajmująca się w dużym stopniu psychogenealogią, Jacob Moreno – austriacko-amerykański lekarz psychiatra i socjolog, który opracował metodę zwaną psychodramą, czy też Rupert Sheldrake- brytyjski biolog i pisarz, twórca hipotez pola morfogenetycznego, czy rezonansu morficznego, przedstawiciel świata paranauki, która staje się na naszych oczach coraz bardziej naukowa. Zatem obok Hellingera istniała duża grupa ludzi zajmująca się tymi samymi procesami, które dostrzegamy w ustawieniach, jednak nikomu z nich nie udało się przebić do tak dużego grona odbiorców jak Bertowi Hellingerowi, a pewnie bardziej Sophie Hellinger, drugiej żonie Berta, która podobno w znacznym stopniu przyczyniła się do pokazania tej metody światu. Sam Hellinger natomiast, z niebywałą precyzją usystematyzował wiedzę o działaniu systemów rodzinnych i pola, a także zaobserwował i opisał działanie porządków systemowych, które nazywał PORZĄDKAMI MIŁOŚCI, które w mojej opinii zrewolucjonizowały podejście do terapii i dały całkiem nowe i dużo szersze spojrzenie na problemy natury ludzkiej. Czym w takim razie są te owe porządki miłości? Najprościej mówiąc, to pewne prawa, które podobnie jak prawo grawitacji, czy w nie wierzymy, czy nie, oddziaływają na nasze życie. Porządki te, są związane z czymś, co możemy nazwać matrycą źródłową, która określa pożądany, czyli źródłowy kształt systemów rodzinnych. Gdy nie są przestrzegane, to następuje nieporządek, który manifestuje się różnymi problemami natury psychicznej, zdrowotnej, czy też życiowej. Pierwszy porządek, to porządek w zakresie PRZYNALEŻNOŚCI. Mówi on w skrócie o tym, że do systemu każdy ma prawo przynależeć. Gdy porządek ten nie jest przestrzegany, to dochodzi do tzw. WYKLUCZENIA, którego konsekwencje mogą być bardzo przykre zarówno dla osoby, która wykluczenia dokonała, jak i dla jej potomków. Drugi porządek, to porządek w zakresie WIĘZI. Mówi on o tym, że wszyscy w naszym systemie rodzinnym jesteśmy ze sobą połączeni więzią. Nieuszanowanie tego faktu, również odbija się wieloma konsekwencjami w życiu. Trzeci porządek, to porządek w zakresie HIERARHII. Mówi on o tym, że system będzie w stanie uporządkowania wtedy, gdy przestrzegana jest źródłowa, chronologiczna hierarchia, która wygląda tak, że najpierw byli dziadkowie, potem rodzice, potem my, potem nasze dzieci etc… Gdy w tym rodowym ciągu stajemy nie na swoim miejscu, czyli np. wywyższamy się względem rodziców, to będzie to również miało swoje konsekwencje. Ostatni porządek, to porządek w zakresie WYRÓWNANIA. Najprościej mówiąc chodzi w nim o to, że w systemie musi być zachowana równowaga. Jeśli coś wzięliśmy, musimy to wyrównać (nie dotyczy to relacji rodzic-dziecko, w której to rodzic daje, dziecko bierze). Jeśli rzeczywiście zawiniliśmy, musimy przyjąć swoją winę. Wszędzie tam, gdzie coś nie zostało wyrównane, będzie powstawać nierównowaga. Tak długo, jak długo system będzie w tym stanie, będą się nam przydarzać rzeczy, których celem będzie przywrócenie równowagi. Po wielu latach pracy terapeutycznej z ludźmi przychodzi mi taki wniosek, wynikający po prostu z praktycznej obserwacji, że w zasadzie niemal każda historia ludzka, która trafia na kozetkę do terapeuty związana jest z zaburzeniem minimum jednego z wyżej wymienionych porządków, czy jak kto woli praw.
Intencją tego artykułu jest zapoznanie czytelnika z koncepcją porządków systemowych. Bardziej szczegółowo o porządkach miłości będę pisał w kolejnych artykułach, do lektury których oczywiście zapraszam.
Dawid Urbanowski



