Miłość do siebie, to motyw często pojawiający się (żeby nie powiedzieć, że przewodni) w moich licznych rozmowach z klientami. Reakcje moich rozmówców na hasło „pokochaj siebie” są często właśnie takie, jak w tytule tego artykułu. Ludzie często złoszczą się i frustrują na samą wizję, że mieliby pokochać siebie samych. Skąd ta złość? Skąd ta frustracja? O co tu chodzi? Pisałem już wcześniej, że agresja pierwotnie służyła do ochrony. I tak jest zwykle i w tym przypadku. Podświadomie wiemy, że pokochanie siebie oznacza przytulenie do serca wszystkich swoich mniejszych i większych zranień i traum. A to jest proces bolesny. Żeby to zrobić musimy spojrzeć w ten obszar, do którego je schowaliśmy przed samymi sobą, poczuć je i najprościej mówiąc z nimi pobyć, tworząc im przestrzeń do uwalniania się w sposób taki, w jaki potrzebują być uwolnione. Jeśli to ma być głęboki płacz, płaczmy, jeśli to ma być krzyk, krzyczmy… Cokolwiek by to nie było, UZNAJMY TO! Ludzie często racjonalizują. Przykładowo w rozmowie z partnerem/partnerką coś nas zabolało. Usłyszeliśmy od niego, czy niej jakieś słowa, na które nasze serce zareagowało bólem emocjonalnym. Często spotykam się z taką reakcją, że zamiast to wyrazić, ludzie nic nie mówią. Zamiast tego przeprowadzają proces racjonalizacji mówiąc do siebie samych „Daj spokój. Przecież to nic takiego. Jakiś przewrażliwiony jesteś.” Czy jest to wyraz miłości do siebie samego? W zasadzie każdorazowo zwracam uwagę na fakt, że to że w polu uczuć i emocji pojawił się jakiś ból, to jest informacja, że TO NIE JEST NIC TAKIEGO. ŻE TO JEST DLA NAS WAŻNE. Lubię sięgać do takiej metafory. Spróbuj wyobrazić sobie, że Twoje dziecko (jeśli masz dzieci) siedzi na kanapie i płacze, bo coś je przykładowo zasmuciło. Co zrobisz? Czy każesz mu się zamknąć i powiesz, że jest przewrażliwione, czy raczej uznasz, że to coś istotnego dla niego i po ludzku je przytulisz i z nim pobędziesz w tym płaczu? Na szczęście częściej spotykam się z tą drugą, empatyczną odpowiedzią. Jeśli i Ty też odpowiedziałeś w ten sposób, to zadaj sobie pytanie: Co takiego sprawia, że nie jestem w stanie zareagować empatycznie w stosunku do płaczu mojego wewnętrznego dziecka? Pamiętaj, że olewając sygnały płynące z serca, odwracając głowę od trudnych emocji, nie tworzysz warunków do kochania siebie. Czy potrafisz z sobą być, gdy jesteś zły? Czy potrafisz z sobą być, gdy jesteś smutny? Czy potrafisz z sobą być, gdy Ci coś nie wyszło? Czy potrafisz z sobą być, gdy się pomyliłeś? Czy potrafisz z sobą być, gdy kogoś zawiodłeś?…
CZY POTRAFISZ Z SOBĄ BYĆ?
P.S. Odkrywanie w sobie na powrót (bowiem jest to nasz stan naturalny) miłości do siebie jest zazwyczaj procesem długotrwałym. Droga wiodąca do pokochania siebie wiedzie przez ten ciemny obszar zwany CIENIEM. Z moich obserwacji, bez integracji cienia, nie zdołamy pokochać siebie (albo pokochamy, ale to nadal będzie „miłość warunkowa”). Życzę każdemu MIŁOŚCI PEŁNEJ.
Dawid Urbanowski



