Od lat fascynuje mnie świat uczuć i emocji. Wszak stamtąd płyną najbardziej właściwe dla nas informację. Gdybyśmy żyli w świecie, który od dziecka zachęcałby nas do bycia ze sobą w kontakcie (a raczej pozostania ze sobą w kontakcie, bo małe dzieci kontakt ze sobą mają doskonały) to miałoby to wielopłaszczyznowe, pozytywne skutki w naszym życiu, chociażby takie jak: umiejętność określenia tego, co chcę (bo okazuje się, że wielu ludzi ma z tym duży problem), zdolność do tworzenia bardziej satysfakcjonujących związków i relacji w ogóle, większa świadomość swoich zasobów i talentów, a co za tym dużo większa szansa na wybór właściwej dla siebie drogi zawodowej, większe zaufanie do świata i wiele, wiele innych. Relacja ze sobą jest bazą do relacji z innymi i jeśli proces wychowawczy i edukacyjny nie tworzył nam dostatecznie dobrych warunków do tego byśmy tą relacje ze sobą budowali, kładąc główny nacisk na informacje płynące z zewnątrz (od innych ludzi, którzy często są tak samo zagubieni jak my, a niekiedy i bardziej), to uogólnioną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest duże pogubienie i trwanie w stanie zawieszenia w oczekiwaniu, że ktoś mi powie, co mam robić ze sobą i swoim życiem, a relacje jakie będziemy tworzyć z innymi będą częstokroć trudnymi lekcjami własnego rozwoju. Lekcjami, w których zawarty jest ogromny potencjał do odkopania tej zarośniętej przez lata ścieżki prowadzącej do bycia ze sobą w kontakcie.
Bardzo lubię pracować ze złością. Okazuje się, że w tej znielubianej przez rodziców, wychowawców, czy różnych nauczycieli, emocji jest ogromny potencjał. Można by rzec, że jest w niej MOC. Moc do obrony swoich granic, do działania, do podnoszenia się po porażkach, do osiągania, sięgania po swoje etc… ZŁOŚĆ NIE JEST ZŁA (mimo, że w języku polskim trzy pierwsze litery tego wyrazu opisującego tą emocje, to ZŁO). Owszem może tak być, że skutki działania pod wpływem złości mogą być opłakane ale dążenie, do wyeliminowania jej z mapy swoich uczuć i emocji jest jak wyeliminowanie z planety Ziemia wszystkich noży (włączając w to noże do masła, czy otwierania kopert), bo przecież można nimi zabić. Jak by tak puścić wodzę fantazji, to drewnianym patykiem też można zabić. Wyeliminujmy więc drewniane patyki. A wystarczy nauczyć się posługiwać tym nożem do krojenia chleba, czy smarowania go masłem i nagle okazuje się być on bardzo przydatny w codziennym funkcjonowaniu. Ze złością jest podobnie. Nie chodzi o to żeby się jej pozbyć, żeby się nie złościć, tylko żeby nauczyć się korzystać z tej złości. Umieć odczytać jaką informację ona niesie i wdrażać najbardziej właściwe dla nas działania z wykorzystaniem potencjału jaki daje nam złość. Często o tym mówię, że w takim najbardziej prostym wydaniu ZŁOŚĆ TO INFORMACJA, KTÓRA MÓWI, ŻE KTOŚ (LUB COŚ) PRZEKROCZYŁ MOJĄ GRANICĘ. Zatem dzięki złości mamy szansę poczuć, gdzie jest nasza granica, a cała ta fizjologiczna reakcja jaka towarzyszy złości, daje nam siłę do działania, zmierzającego do obrony tejże granicy. Jako dzieci potrafimy to robić, tylko nie mamy jeszcze zdolności do robienia tego asertywnie. Zazwyczaj działamy agresywnie. Krzyczymy, tupiemy, bijemy, plujemy, sypiemy piachem etc… Zadaniem rodziców, opiekunów, nauczycieli, wychowawców, czy przewodników duchowych jest zatem nauczenie nas asertywnych form wyrażania złości, a nie podejmowanie działań zmierzających w kierunku zniechęcania nas do wyrażania jej w ogóle. Działań, które najczęściej polegają na poddawaniu nas różnym represją. Jak by tak popatrzeć z boku, to sytuacja wygląda dosyć paradoksalnie. Granica dziecka została przekroczona, więc poczuło ono złość i zaczęło ją wyrażać oczywiście w sposób agresywny (jak to dziecko). Rodzic natomiast nie zauważył (zazwyczaj), że jego granica jest naruszona przez zachowanie dziecka i aby jej obronić (czego sobie zwykle nie uświadamia) używa agresji (bo wymuszanie na dziecku, żeby się tak nie zachowywało jest przecież zachowaniem agresywnym), żeby wytłumaczyć dziecku, by nie było agresywne. Hmm, trochę to popieprzone, co nie? No ale ten rodzic tak postępuje, bo jego też tego nie nauczono, a sposoby represji, po które sięga i tak są zazwyczaj złagodzone w stosunku do tych, którym on sam był poddawany, gdy był dzieckiem.
Temat złości, granic i obróbki psychicznej, jakiej byliśmy poddawani jako dzieci, może prowadzić do zjawiska, które wcale nie jest marginalne ale jest takim trochę tematem tabu. Mowa o przemocy. Tak się składa, że jest to jeden z obszarów, w którym pracuję, a że uważam, że aby tworzyć skutecznie moim klientom warunki do tego by zmienili niesłużące już im wzorce funkcjonowania, dobrze jest znać możliwie cały obraz, dlatego też pracuję zarówno z osobami, które przemocy doznają, jak i osobami, które przemoc stosują. Skąd się bierze przemoc? Aby odpowiedzieć precyzyjnie musiałbym wyjść poza ramy blogowego wpisu zatem postaram się przedstawić to w zwięzłym, i zrozumiałym (mam nadzieję) skrócie. Otóż gdy tak w tym naszym dzieciństwie byliśmy poddawani różnym represją w momentach odczuwania i wyrażania złości, to wiązało się to z dużym stresem. Można by rzec, że takim podwójnym stresem. W pierwszej kolejności zestresowało nas coś (lub ktoś), co nam granice przekroczyło. W drugiej, rodzic który nie miał w sobie tej przestrzeni, by nas z tą złością przyjąć. Zatem tego stresu zaczęło się robić bardzo dużo. Atawistycznie w sytuacji stresowej mamy dwie strategie postępowania: UCIEKAJ ALBO WALCZ. I tak po wielu latach niezgody naszych opiekunów na wyrażanie przez nas złości, dorastamy i stajemy się takimi chodzącymi hangarami wypełnionymi po brzegi tą złością, której nie wolno nam było wyrażać, a emocja nie wyrażona zostaje w nas i nosimy ją w formie takiego emocjonalnego ciężaru. Cała mechanika stresu też nam towarzyszy, bo złość i stres występują niejako w pakiecie. No więc dorastamy tak i u jednych z nas ukonstytuowała się strategia UCIEKAJ, a u drugich WALCZ. Wszak jedni i drudzy są naładowani niefunkcjonalną już, noszoną od lat złością, której nie mogli wyrażać i stresem, który w takim modelu wychowawczym nie mógł znaleźć ujścia. Zatem nie dziwota, że zatrzymujemy się w jednej z tych dwóch atawistycznych strategii. Jak świat światem, gdy dorastamy, to te niefunkcjonalne emocje niejako szukają sposobu, by wyjść na światło dzienne. Nasza wewnętrzna mądrość dąży do rozładowania tego hangaru, co by nam było lżej. Oczywiście dzięki temu relacja z sobą samym, o której pisałem na początku tego wpisu, pogłębia się, zatem traktując ten temat na poziomie teorii, zjawisko rozładowywania tego hangaru jest dla nas zwykle niebywale korzystne. W praktyce jest to oczywiście zajebiście ciężkie, bo żebyśmy mogli uwolnić emocję niefunkcjonalną, to musimy ją na powrót poczuć i przeżyć do końca. Zatem dążenie tej naszej wewnętrznej mądrości sprawia, że poszukamy sobie takiego partnera życiowego, przy którym rozładowanie hangaru może się udać, Zatem gdy spotyka się osoba ze strategią UCIEKAJ i osoba ze strategią WALCZ i zaczynają tworzyć związek, to zaczynają funkcjonować w oparciu o zjawisko sprzężenia zwrotnego. Czyli działają jak jeden system, składający się z dwóch elementów. Każdy ma wpływ na jakość tego sprzężenia. Ponieważ oboje mają w sobie hektolitry złości, która chce wyjść, to w tym sprzężeniu zaczynają funkcjonować jak taki jeden KOCIOŁEK ZE ZŁOŚCIĄ, który jest podgrzewany powodując, że złość ta zmierza do temperatury wrzenia. Ponieważ pisałem wcześniej, że w złości ukryty jest ogromny potencjał, który nazwałem MOCĄ, to możemy napisać, że w tym kociołku zmierzającym do temperatury wrzenia PRZE MOC. Dawno zdławiona, która chce w końcu zacząć przepływać przez nasze ciała w sposób harmonijny, by służyć nam najlepiej jak tyko potrafi. No i ta złość tak podgrzewa się i podgrzewa i dochodzi do punktu kulminacyjnego, w którym osoba o strategii UCIEKAJ (w tym wydaniu UCIEKAJ ZWYKLE OZNACZA UNIKAJ) dalej trzyma tą złość w sobie, a osoba o strategii WALCZ staje się takim gwizdkiem przez, który z kociołka uchodzi para z całego kociołka. Schemat ten będzie się odtwarzał w kółko dopóty osoba używająca strategii UCIEKAJ (czyli nie umiejąca stawiać granic) nie nauczy się stawać w swojej złości (SWOJEJ MOCY) i nie zacznie stawiać granic, a osoba używająca strategii WALCZ nie nauczy się dostrzegać, gdzie drugi człowiek ma granicę i respektować jej. Oczywiście w związkach, w których jest przemoc fizyczna, często jedynym rozwiązaniem jest odizolowanie się od siebie i praca nad własnymi schematami postępowania, by wyjść z destrukcyjnych schematów.
Dawid Urbanowski



