Tata jest od świata… Dziś Dzień Ojca i poczułem natchnienie, by parę słów w temacie napisać. Wiele lat temu spotkałem się z tym pięknym ujęciem, że mama to reprezentant całego świata. I tak przecież w istocie jest, bo gdy jesteśmy u niej w brzuchu, to jest to dla nas cały świat. I to jaką relacje we wczesnych etapach życia zbudowaliśmy z mamą, to teraz zazwyczaj taką mamy ze światem. A w takim razie do czego jest tata, skoro w mamie zawiera się cały świat? Ano tata jest od świata, a dokładniej mówiąc tata daje nam instrukcje do obsługi świata. I daje ją niejako dwupłaszczyznowo. Po pierwsze, gdy jesteśmy mali, to widzimy, jak tata odnosi się do mamy. Jak ją traktuje. I tu mamy pierwsze źródło wiedzy na temat tego, jak z tym światem należy postępować. Czy należy z nim walczyć, czy należy go szanować, czy traktować przyjaźnie, czy też wrogo etc. Po drugie, to właśnie w jakości męskiej, a więc płynącej od ojca jest zawarty motyw wyprowadzania dziecka w świat. W kulturach pierwotnych, to tata zabierał dziecko do lasu i pokazywał mu jak polować, które rośliny są bezpieczne, a których lepiej unikać itd. W jakości męskiej są zawarte również granice. I miedzy innymi dlatego natura wymyśliła to tak, że w naszym dziecięcym rozwoju mamy trzy momenty, gdy naturalnie zwiększa nam się zapotrzebowanie na ojcowskie. Pierwszy jest ok 2-4 roku życia, a więc wówczas, gdy dziecko po raz pierwszy niejako odrywa się od matki (jeśli mama na to pozwala), co jest następstwem odkrycia, że jest od niej oddzielnym organizmem. Do ok. drugiego roku życia dziecko postrzega siebie i mamę jako jedno. I w momencie oderwania się od mamy, zaczyna eksplorować świat, który jest pełen wyzwań i granic. I ten świat dosyć mocno kolonizuje, tudzież przekracza granice dziecka. Miedzy innymi stąd mamy słynny bunt dwulatka. I dlatego w tym momencie dzieci mają naturalny ruch ku tacie. Bo energia ojcowska stanowić będzie dla niego stabilne oparcie. Gdy tylko nasyci się męskim płynącym od ojca i nauczy się wstępnie eksplorować świat, spokojnie wraca w strefę wpływów matki. Drugi moment, gdy dziecko znów wędruje ku tacie, to wiek ok. 7-9 lat, a więc czas pójścia do szkoły. Czyli mamy tu znów do czynienia z wyjściem do świata i tu znów potrzebny jest tata. I analogicznie, gdy dziecko rozgości się już w tym nowym środowisku wraca sobie w strefę wpływów matki. No i wreszcie trzeci moment, gdy zapotrzebowanie na ojcowskie jest większe, to okres między 10-12 rokiem życia, a więc wejście w adolescencje. Czyli znów zdecydowany ruch dziecka do świata. Poszukiwanie siebie, swojej tożsamości, badanie granic. Często na tym etapie życia dziecka rodzice pojawiają się w gabinecie szukając pomocy specjalisty i zauważyłem taką zależność, że im bardziej ten młody człowiek wywija, tym mniej obecny jest ojciec. Choć prawda chronologiczna jest taka, że jest oczywiście zgoła na odwrót. Brak dostatecznego dostępu do ojcowskiego sprawił, że dziecko zaczęło rozrabiać. Po co? Po to by przyszedł ojciec i zramował. Nawet i opierdolił ale żeby był, bo tam gdzie są nałożone stabilne granice jest poczucie bezpieczeństwa.
Nie jest pewnie żadną niespodzianką, że wielu z nas nie miało tego szczęścia, by na każdym z tych etapów mieć dostateczny dostęp do energii ojcowskiej i jeśli tak było, to lista tego, co się może manifestować w naszym życiu jako pewien wskaźnik deficytu energii ojcowskiej jest dosyć szeroka. Dosyć powszechnym wskaźnikiem są uzależnienia. Mówi się nawet roboczo, że to choroba granic. Bo człowiek uzależniony cały czas przekracza granicę i kolejną i kolejną… Taty szukamy w ekstremach. Wszędzie tam, gdzie mamy tendencję do podejmowania nadmiernego ryzyka jest zawarta tęsknota za tatą. Gdy dostępu do zdrowego ojcowskiego było za mało, to nie będziemy mieć prawdopodobnie zdrowego kontaktu ze swoją agresją. Tak. Nie pomyliłem się. Właśnie z agresją. Bo agresja nie jest ani dobra ani zła. Wszystko zależy do czego i jak jest użyta. Jej pierwotne założenie jest by chronić. Między innymi by chronić przetrwanie. I tak nasze przyjście na ten świat bez agresji nie byłoby możliwe. To między innymi dzięki niej przecisnęliśmy się przez wąski kanał rodny. Później dzięki niej potrafiliśmy intuicyjnie szukać piersi matki z której ssaliśmy mleko. Ale agresja w służyła również do obrony swego terytorium i swojej rodziny. Gdy jakiś groźny zwierz zbliżał się do jaskini, w której żyła rodzina, to właśnie ojciec najczęściej przeganiał te drapieżniki. I mam nadzieje, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie robił tego dyplomatycznie. W agresji zawarty jest ruch sięgania po swoje. A więc, gdy taty było mało, to możemy mieć trudności z obroną swojej przestrzeni i sięganiem i dbaniem o swoje. Kolejny ważny obszar związany z energią ojcowską, to pokarm. Tak właśnie pokarm. I wiem, że wielu by tu mogło powiedzieć, że przecież, to mama nas karmi i to jest zazwyczaj oczywiście prawda ale wracając do naszej jaskini, to gdyby tata nie upolował mamuta (no albo chociaż wiewiórki szablozębnej) to mama miała by trudności z wyprodukowaniem odpowiedniej ilości pokarmu. Zatem kolejny obszar, który może wskazywać na braki energii ojcowskiej, to zaburzenia odżywiania. Współcześnie dużo się mówi, że tematy związane z finansami, są również skorelowane z rolą ojca. Wszak kiedyś to mężczyzna mógł się spełniać w swej roli przynosząc odpowiednio dużego mamuta do jaskini, a dziś mamutem są pieniądze. Gdy nie było taty możemy mieć również tendencje do bujania w obłokach. Bo można by powiedzieć, używając couchingowego sloganu, że „Sky is the limit” i byłby to komunikat mocno osadzony w energii żeńskiej, a więc płynącej od mamy, a na to wszystko przychodzi tata i mówi „Dobra ale tu jest sufit”.
To tylko kilka najpowszechniejszych przykładów niedoboru energii płynącej od taty. Zatem niebywałe szczęście mieli Ci z nas, którzy mogli się tą energią płynącą od taty nasycić ale wiemy, że w wielu przypadkach tak nie było no i co teraz? Czy to znaczy, że będę się bujał z pewnymi tematami do końca życia? Nie musi tak być. W połowie jesteśmy z mamy, w połowie z taty. A więc zarówno mama jak i tata żyją w nas. I w nas i tylko w nas może odbyć się uzdrowienie tej relacji niezależnie od tego, czy nasi biologiczni rodzice żyją, czy już nie.
I na koniec dodam, że nasi ojcowie byli jacy byli i tacy widać mieli być. Oni też mieli swoją historię i zazwyczaj dali nam to co mieli, a było to zazwyczaj i tak więcej niż sami dostali.
Dawid Urbanowski



